Bieg Policz się z Cukrzycą i Ucz się Pierwszej Pomocy – 25. Finał WOŚP – Żukowo

Policz się z Cukrzycą i Ucz się Pierwszej Pomocy to bieg, a raczej seria biegów charytatywnych WOŚP. Impreza rozsiana jest po całej Polsce. Ja brałam w niej udział po raz pierwszy, ale myślę, że nie ostatni. W tym roku przywiało mnie do Żukowa. Szczerze mówiąc, nie wiem dlaczego akurat tam. To chyba było pierwsze miejsce w „okolicy”, w którym zobaczyłam zapisy na wydarzenie. Może impreza z tego cyklu odbywała się też gdzieś bliżej, może mogłam wziąć udział w innym miejscu, ale zapisałam się właśnie tam i tam tez pojechałam. Kilkadziesiąt kilometrów to nie taka tragedia przecież.

Nie obyło się bez przygód na trasie. Zamiast w miejsce w którym miał się odbyć bieg, najpierw zajechaliśmy pod Ośrodek Kultury i Sportu w Żukowie, który organizował ten event. Nie był to dobry pomysł, bo wyjechanie z tamtejszego parkingu zajęło mi kilkanaście/kilkadziesiąt minut. I gdyby nie mój towarzysz biegowy, który jakoś zdołał mnie wypchnąć pod górkę, to musiałabym zostawić samochód i czekać na wiosnę, by stamtąd wyjechać. Tak, zawsze muszę mieć atrakcje tego typu.

Gdy w końcu dojechaliśmy na właściwy parking, cóż, nie wyglądał on lepiej. Mnóstwo śniegu, pełno lodu. Jedyny plus był taki, że pole na którym zostawiało się samochody było płaskie, więc jakoś udało się wystartować, rozpędzić i uciec stamtąd do cywilizacji.

koszulk

Dobra, samochodowe opowieści odstawiamy już na bok. Impreza była biegowa, nie motoryzacyjna. Najogólniej mówiąc: świetna inicjatywa. Dwie opcje dystansowe: 2 lub 4 km. Wpisowe 10 zł, płatne do puszki wolontariuszy. Cały biegowy dochód przeznaczony na WOŚP. Medal za ukończenie biegu, bon na zupę regeneracyjną, jakieś gadżety od sponsorów. Miłym zaskoczeniem była też koszulka biegowa. Nie wiem czemu, ale jakoś dziwnie zinterpretowałam regulamin. Myślałam, że koszulki otrzyma kilkadziesiąt pierwszych osób na mecie. Okazało się, że są one przeznaczone dla pierwszych, zapisanych na bieg. Jako, że byłam pierwszą osobą zapisaną na dystans 4 km, dostałam piękny WOŚPowy, biegowy t-shirt, który z dumą będę nosić i myśleć o tym, jaka to super inicjatywa i jak bardzo lubię ten dzień.

Bo o inicjatywę tutaj chodzi. O ideę. Nie o rywalizację. Nawet nie wiem jaki miałam czas, gdyż ten nie był mierzony, a nie wzięłam telefonu by włączyć sobie Zombies, Run! (Czego żałuję, mogłam po drodze zrobić kolejną misję lub chociaż jakiś supplies run.) Mając świadomość swoich ograniczeń i totalnego braku kondycji, tym bardziej nie miałam jakichś wygórowanych wymagań względem siebie. Aczkolwiek tradycyjne trzy cele postawiłam sobie gdzieś tam w głowie, nie do końca wierząc, czy zdołam którykolwiek z nich osiągnąć.

1. Dobiegnę do mety.
Tak, wiem, że to tylko 4 km, ale tego dnia było to dla mnie aż 4 km. Zimno, paskudnie. Szczerze mówiąc, gdyby chodziło o zwykły bieg, gdyby nie miał on takiego charakteru i gdyby kasa nie szła na Orkiestrę, prawdopodobnie olałabym sprawę i została w łóżku. Tak, to zdecydowanie był dzień na pozostanie w łóżku i nie ruszanie się z niego przez całą dobę. (Albo nawet do końca świata i jeden dzień dłużej.) Nie było to łatwe, ale jakoś do tej mety dotarłam. W sumie chyba pierwszy raz zdarzyło mi się coś takiego, że zatkały mi się uszy i zrobiło mi się słabo. Taki stan „przedomdleniowy” – tak go nazywam. Tzn. pierwszy raz zdarzyło mi się to na zawodach, normalnie przy treningach czasem się zdarza. W każdym razie, udało się, nie zemdlałam, nie padłam tylko szczęśliwie dotarłam do mety.

medalwosp1

2. Nie będę ostatnia.
Tak, zawsze daję sobie taki cel. Chyba po prostu nie chcę być na końcu, bo wydaje mi się, że to wstyd jak wyprzedzą mnie osoby, którym na urodziny należy już śpiewać „200 lat”, bo „100 lat” brzmi jak wyrok śmierci. Albo, że wyprzedzą mnie ciężarne, które jak się okazało w tym biegu również zostały nagrodzone, za samo bycie „w stanie błogosławionym”. Albo, że wyprzedzą mnie osoby biegnące z wózkiem lub dzieci, które ledwo nauczyły się chodzić. Tak, mam taki głupi lęk, że ktoś z tej grupy mnie wyprzedzi. I teraz myślę sobie, że lęk ten jest absurdalny, bo prawda jest taka, że nawet jak nie jestem ostatnia, to osoby z tych kategorii i tak są przede mną. Zatem zastanawiam się, czy to naprawdę jest takie istotne? Chyba nie. Nie mniej, skoro już założyłam, że nie będę ostatnia, to rozliczam się z tego sama przed sobą. No i mogę stwierdzić, że cel osiągnięty, bo ostatnia nie byłam. Aczkolwiek nie wiem ile jeszcze osób za mną się doczołgało, bo wyników poza podium nie ma.

medalwosp2

3. Nie przejdę do marszu.
No i pierwsze niepowodzenie. Zgubił mnie początek trasy, który myślałam, że będzie tylko początkiem, a podczas robienia drugiego okrążenia zostanie pominięty ze względu na warunki. Niestety, musiałam przebiec ten odcinek jeszcze dwa razy. Bieg rozpoczynał się przed szkołą. Trasę rozpoczynała górka – podjazd przez bramę. Niestety, ten odcinek był zalodzony i zaśnieżony, podczas gdy reszta trasy była zwykłą, asfaltową ulicą. Po pierwszym okrążeniu (a na moim dystansie były takie dwa), znów trzeba było przemierzyć ten odcinek, tym razem w dół. Nie wiem na ile było to zmęczenie, na ile lęk przed połamaniem nóg w połowie biegu, a na ile zasugerowałam się zawodnikami przede mną, ale przeszłam do marszu. Przedreptałam ten odcinek, aby się nie przewrócić. No i to mnie zgubiło. Bowiem jak raz się przejdzie do marszu, to już ten marsz wraca. Ja tak mam. Jak już raz sobie odpuszczę i pozwolę sobie na spacerek, to powtarzam to, gdy tylko się zmęczę. A, że ogólnie byłam już zmęczona, to powtórzyłam ten manewr jeszcze kilka razy i to na trasie normalnej, asfaltowej. Tak, zrąbałam sprawę i jestem z tego powodu bardzo niezadowolona. Znaczy się byłabym bardzo niezadowolona, ale z racji, że to WOŚP, to wszystko ratuje sprawę i jakoś nie czuję żeby to była super porażka. Tak jak mówiłam, liczyła się idea.

I właśnie ze względu na tę ideę, ze względu na charakter imprezy, ze względu na ten fajny, WOŚPowy klimat nie będę się czepiać paru rzeczy. Wy wiecie, że ja się lubię czepiać. Lubię wygrzebywać niedociągnięcia. Uwielbiam wytykać błędy. Teraz wytknęłam błędy tylko sobie, reszty nie ruszam, choć trochę tego jest. Dlaczego? Bo nie o to chodzi. Zresztą, nie ważne ile by tu nie było wad, i tak wszystkie zostaną zasłonięte jedną, olbrzymią zaletą. Zaletą pt: „Gramy dla orkiestry!” Mi to wystarczy.

zestbiegwosp

25. Finał WOŚP uważam za udany. W zeszłym roku, dzięki akcji „Polska Groza dla WOŚP”, został mi przywrócony ten WOŚPowy entuzjazm, który przez ostatnie lata trochę przygasł. Teraz, gdy powrócił, mam ochotę na więcej i jeszcze więcej. Dlatego też cholernie cieszę się, że z tej okazji organizowane są imprezy sportowe. Mam nadzieję, że w kolejnym roku też będę mogła wziąć udział w podobnym, a może nawet lepszym, evencie. Taki jest plan, Wam też polecam tego typu aktywność, bo to fajna sprawa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *