Dlaczego nie linkuję przepisów?

Dlaczego nie linkuję przepisów? Dlaczego spisuję je tutaj, zamiast zwyczajnie podać odnośnik do strony z której dana receptura pochodzi? Rzadko kiedy receptura jest w całości tu przerzucona, z reguły jest to jakaś jej wariacja lub też to co tu piszę jest inspirowane danym daniem. Ale po jaką cholerę tworzę całość od nowa zamiast rzucić tu link? Już tłumaczę…

Moja mama ma super kuchenną umiejętność, którą po niej odziedziczyłam. Gubi przepisy. Najczęściej te, które zostały już sprawdzone i okazały się świetne. Większość przepisów z których korzystam, to te znalezione w sieci. Nauczyłam się już, że jak coś mnie zainteresuje, to kopiuję gdzieś link, by móc powrócić do zapisu receptury. Jednakże nigdy nie ma gwarancji, że dana strona, blog czy cokolwiek to było, będzie dożywotnio na swoim miejscu. Dlatego, aby nic nie przepadło, warto skopiować sobie treść lub chociaż zrobić notatki. W taki sposób będę walczyć z gubieniem przepisów!

Ponadto nie umiem robić czegoś krok po kroku, tak jak jest podane. Zawsze muszę dodać coś swojego, coś zmodyfikować. Nawet nie mając pojęcia o temacie, robiąc coś pierwszy raz i tak muszę coś zmienić. No i tutaj właśnie te zmiany nanoszę.

Kolejna kwestia jest taka, że nie lubię większości cudzych przepisów. Konkretnie chodzi mi tu o zapis. Wiadomo, że łatwiej korzystać z czegoś, co jest skonstruowane przez nas samych, zawiera naszą terminologię. Wystarczy rzut oka i już wiemy co robić. Nie trzeba czytać długich wywodów i wskazówek, które dla nas są zbędne. Zwyczajnie nie podoba mi się większość zapisów receptur. Wiele receptur w sieci jest podana w taki sposób, że zwyczajnie się wkurzam. Są wymienione składniki, ale niektóre są pominięte w instrukcji działania i w zasadzie nie wiemy co z nimi robić. Albo odwrotnie: w instrukcji mamy jakieś elementy, których nie ma w spisie produktów (jak robimy zakupy według spisu, to nagle okazuje się, że jesteśmy w dupie i czegoś nam brakuje). A najlepsze są instruktaże, w których twórca zapomina o takim szczególiku, że przykładowo mamy zostawić jakąś wodę po czymś tam, bo jest później do wykorzystania. To zdarza się nagminnie. Gotujesz coś, dostajesz informację, że masz to odcedzić, więc wylewasz do zlewu płynną zawartość. Mija kilkanaście zdań i okazuje się, że to co jest obecnie gdzieś w kanale, to jeden z najważniejszych składników. Takie rzeczy trzeba mówić wcześniej, serio!

Oczywiście nie twierdzę, że mój zapis przepisów będzie bezbłędny. Nie uważam nawet, że będzie zadowalający czy nawet sensowny. On po prostu będzie. Będzie w takiej formie, która mi będzie wydawać się najodpowiedniejsza i najwygodniejsza. Z prostego powodu: ta kategoria powstaje tu głównie ze względu… na mnie. Robię ten dział dla siebie, by mieć pod ręką przepisy z których korzystam, które lubię i których nie chciałabym stracić. Dopóki mam swój własny serwer i robię backup, nic im nie grozi. Są bezpieczne tutaj, ze mną. A jeśli i Wy macie chęć z nich skorzystać, śmiało, korzystajcie do woli.
Dzielcie się swoimi przepisami, zdjęciami, czy też sugestiami. To, że ja mam jakąś wizję tego, jak chcę by to wyglądało, nie znaczy, że Wasze spostrzeżenia nie naprostują mi tego poglądu. Może wspólnie wypracujemy jakiś kompromis, dzięki któremu i dla mnie i dla Was będzie to wygodne, przepisowe miejsce.

2 myśli nt. „Dlaczego nie linkuję przepisów?

  1. Pingback: Szynka Drobiowa „Lamparcia” | agapilecka.pl | Blog | Agnieszka Pilecka

  2. Pingback: Wołowina długo dojrzewająca | agapilecka.pl | Blog | Agnieszka Pilecka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *