Atak Zombie

Atak Zombie to gra, która wzbudziła moje zainteresowanie, gdy tylko się ukazała. Jednakże nie była to zwykła ciekawość, czy przelotna myśl: „O, może być fajne”. Piękna grafika zombiaka na kartonie, przyciągnęła mój wzrok i sprawiła, że myśl, która mnie zaatakowała, zagnieździła się na zawsze. A brzmiała ona: „Muszę to mieć!”

No i mam, dzięki wydawnictwu FoxGames. Gdy dotarła do mnie paczka, fascynacja grą trwała nadal. Niestety, gdy pierwszy raz dotknęłam pudełka, mój zapał trochę ostygł. Karton z jakiego jest wykonane, jest cieniutki, dość giętki, według mnie, zdecydowanie za delikatny. Doszło do tego, że zaczęłam zastanawiać się, czy aby na pewno jestem bezpieczna. Zombie, który na grafice rozrywa pudełko, wyglądał tak, jakby faktycznie zamierzał je rozszarpać i wypaść mi na stół. Na stół nie wypadł. Niestety pudełko już nie jest w najlepszym stanie, choć na swoje gry chucham i dmucham, aby nic im się nie stało.

Dostałam się do środka. Początkowa fascynacja powróciła ze zdwojoną mocą. Trzeba przyznać, że całość jest dopracowana graficznie i wygląda rewelacyjnie. Każdy z graczy dostaje planszę ze swoją siedzibą. Zasady i możliwości posiadają te same, ale zawierają zupełnie inne lokalizacje. Mamy kościół, farmę, fabrykę i szkołę. Jest to narysowane i dopracowane perfekcyjnie.

Atak Zombie2

Plansza miasta, poza tym, że zawiera różne lokalizacje do których będziemy mogli się udać, posiada także „ściągę” odnośnie ilości przedmiotów jakie musimy rozłożyć w poszczególnych rozgrywkach lub ilości kart, jakie będziemy pobierać w danej rundzie. Jest to narysowane, oznaczone w taki sposób, że nie psuje klimatu. Jakby napis na murze, coś, na co na początku w ogóle nie zwracamy uwagi. A gdy już spojrzymy, wszystko jest jasne i czytelne, dzięki czemu nie musimy co chwilę zaglądać do instrukcji.

W zasadzie to do instrukcji nie trzeba zaglądać prawie w ogóle (chociaż można, bo wygląda ona ładnie i nawet tam, na końcu, pojawiają się świetne obrazki). Jest ona napisana w sposób zrozumiały. Wszelkie, bardziej skomplikowane działania są poparte przykładami, pozwalającymi wyobrazić sobie daną sytuację. Jedyny minus, to literówki, których producent nie wyłapał. Dodatkowo każdy z graczy otrzymuje „ściągawkę”, która będzie dobrą pomocą przy początkowych partiach. Nie mniej nie można opierać się wyłącznie na ściągach, bo zawierają pewne nieścisłości – żeby nie powiedzieć błędy. Jeśli ktoś nie czytał całej instrukcji, a podczas gry posiłkuje się wyłącznie kartą pomocy, to będzie miał problem z niektórymi akcjami.

No dobrze, ale o co tak właściwie chodzi? Przecież gra nie polega tylko na tym, aby zachwycać się grafiką. Oczywiście, można to robić, ale głównie trzeba przetrwać. Motyw jest taki, że na świecie rozprzestrzenia się nieznany wirus, zamieniając ludzi w zombie. Wojsko leci nam na ratunek, niestety przyleci po nas dopiero za około dwa tygodnie. Przez ten czas, musimy zrobić wszystko co w naszej mocy, aby dożyć spotkania z nimi. Wbrew pozorom, nie jest to gra kooperacyjna. Każdy z graczy posiada swoją siedzibę i w niej stara się przeżyć wraz z garstką ludzi, których zwerbuje do swojej bazy. Poza tym, że nie możemy dać się zabić zombiakom, nie możemy także zostać wybici przez naszych rywali. Bowiem każdy z graczy, pragnie tego samego: chce żyć. Gdy przyleci wojsko, do swych helikopterów zabierze tylko jedną, najsilniejszą ekipę. Nikt nie będzie przejmował się nieudacznikami, którzy zdychają z głodu. Nikt nie zwróci uwagi na małą grupkę, której barykady za moment ulegną zniszczeniu. Nikt też nie zechce przygarnąć w swoje szeregi biedaków, którzy nie mają żadnych przydatnych surowców. Uratują tylko tych najsilniejszych, najmocniejszych, najpotężniejszych. Dlatego nasze zadanie, polega na tym, by być „naj” i mieć przewagę nad naszymi przeciwnikami. Jak się okazuje, nie jest to takie proste.

atak zombie pudlo

Przed nami piętnaście dni. Piętnaście długich dni i jeszcze dłuższych nocy. Każdy z nich, ma swój określony porządek. Jest pobudka, planowanie dnia, wykonywanie określonych zadań oraz uzbrajanie siedziby przed nocą. Przy planowaniu dnia mamy użytą mechanikę worker placement, czyli najprościej mówiąc, musimy wysyłać ludzi do roboty. Mogą oni iść na zwiad, aby przyprowadzić nam nowego człowieczka lub przynieść jakąś rzecz. Jeśli mamy paliwo, mogą pojechać do miasta i przywieźć z niego potrzebne produkty. Mogą też zostać w bazie by jej bronić, produkować jakieś przedmioty lub żywność. Z produktów, które zdobędą następnie buduje się pułapki na barykadach, aby walczyć z zombiakami, lub wykorzystuje się w inny sposób. Lekarstwo można użyć, aby wyleczyć chorego, amunicją by zabić zombiaka, paliwo służy nam do podróży samochodem, natomiast chlebek to pożywienie, które nasi ludzie muszą pochłonąć każdego dnia. I to pożywienie jest tu najbardziej uciążliwe. Ile ludzi, tyle chlebów potrzebujemy. Nieraz dochodzi do tego, że nie możemy nic budować, rozwijać obrony, bo jesteśmy skupieni wyłącznie na tym, że nasz cholerny człowieczek nie ma jedzenia. Zatem wysyłamy wszystkich do produkcji bądź zdobywania pożywienia, dzień się kończy, a my nie zrobiliśmy nic innego. Czasem bywa to frustrujące, niejednokrotnie żałujemy, że mamy tak dużo ludzi do wykarmienia, nie mniej, jakby się tak zastanowić, to ma to duży sens. Piotr Pieńkowski, stworzył swą grę w taki sposób, że faktycznie odpowiada ona naszemu wyobrażeniu, jak mogłoby wyglądać życie podczas apokalipsy zombie. Zdobywanie pożywienia byłoby jednym z głównych problemów, na jaki byśmy natrafili.

Kolejnym problemem w takich czasach byliby zapewne inni ludzie. Jak już wspominałam, zależy nam, aby być lepszym od pozostałych graczy. Ale to nie wszystko. W grze jest także wariant agresywny, dzięki któremu możemy napadać na bazę przeciwnika, okradać go. Mało tego, możemy pojechać do miasta, by tam zabić innych graczy. Dodatkowo karty znalezisk, które każdy z nas posiada na początku, lub dodatkowo zdobywa podczas zwiadu, nie rzadko zawierają jakieś perfidne i chamskie zagrania względem innych. Zatem gra nie jest tylko próbą przetrwania, ale także rywalizacją pt: „kto jest większym dupkiem”. Negatywna interakcja to ciekawa rzecz w grze o takiej tematyce.

Póki co wydaje się, że naszym głównym zagrożeniem są ludzie, o zombie nie ma mowy. Otóż zombiaki, przychodzą w nocy. Każda tura podzielona jest na dzień i noc. W dzień robimy to o czym pisałam, zaś w nocy przychodzą do nas zombie. To ile ich nadejdzie, zależne jest od… rzutu kością. To, że kość ma cztery ściany, nie znaczy, że tylko tyle martwych trupów może nas odwiedzić. W zależności od tego, ilu mamy ludzi w bazie, przeliczamy ile zombie do nas przyjdzie i rozkładamy je równomiernie, przy barykadach. Wcześniej oczywiście musimy je umocnić i zrobić tak, aby nikt nie przedostał się na nasz teren. Ale najwięcej zamieszania robi atak hordy. To specjalny dzień, występujący trzy razy podczas gry. Tego dnia nie robi się nic, poza walką z zombie, które musimy wytłuc co do jednego, często tracąc przy tym ludzi oraz zabezpieczenia. To ile zombiaków nadejdzie, również zależy od rzutu kostką.

Ta nieszczęsna kostka w połączeniu z kartami wydarzeń i znalezisk, wprowadza nam do gry sporą losowość. Czasem wygrana nie zależy od naszych umiejętności, ale od szczęścia. Wbrew pozorom, ma to też swoje plusy. Po pierwsze, w dalszym ciągu trzymamy się klimatu i wszystko fabularnie ma sens. Tak jak ilość nadciągających zombie w „prawdziwym życiu” jest niewiadomą, tak samo rzut kostki czy losowanie kart jest nie do przewidzenia. Po drugie, takie zaskoczenia sprawiają, że rozgrywki różnią się między sobą i choć pozornie w kółko robimy to samo, to jednak w inny sposób, co daje nam w miarę dobrą regrywalność. Nie rewelacyjną, ale na przyzwoitym, wystarczającym poziomie.

Gra zmusza nas do myślenia, uczy nas planować działania. Są to ważne umiejętności, szczególnie w przypadku, gdy w mieście jest mało towarów. W zależności od ilości graczy, ustawia się tam inną, określoną ilość danych produktów. Jednakże przychodzi moment, że niektórych z nich może zabraknąć. Gra skaluje się bardzo dobrze – taki moment następuje w każdym z trzech wariantów: dwu, trzy i czteroosobowym. Nieraz trzeba się nakombinować przy zarządzaniu swoją ekipą ocalałych, aby zdobyć to, co tak naprawdę jest nam potrzebne, a nie tylko to, co akurat leży na drodze.

Atak Zombie

Atak Zombie to przede wszystkim gra dla wielbicieli zombie. Jeśli ktoś nie lubi truposzy, nie bawi go ta tematyka, to raczej nie ma tu czego szukać. Jeśli dla kogoś zombie to tylko idiotyczny wymysł, to cała rozgrywka nie będzie miała sensu, a w kółko wykonywanie tych samych czynności może go zniechęcić. Z kolei gdy zombie są Ci bliskie, z chęcią będziesz powtarzać czynności nawet i tysiąc razy, bo zwyczajnie będziesz widzieć sens w tych działaniach. Nie będzie to bezcelowe. Jeśli odpowiednio się wczujesz, zrozumiesz, że przetrwanie nie jest tak łatwe, jak mogłoby się wydawać. Zlikwidować hordę zombie jest trudniej niż w serialach, za to gdy tego dokonamy, to satysfakcja będzie większa, niż podczas śledzenia losów bohaterów, kolejnego odcinka The Walking Dead. Trzeba się zaangażować, wczuć i wtedy można grać godzinami. I wbrew pozorom, takie „wejście” w ten świat, oderwanie się od rzeczywistości, nie jest trudne. Twórcy tak dopracowali grafikę, fabularnie wprowadzili taki klimat, że nie sposób się w nim nie zatracić.

Zalety:

– piękna grafika
– ciekawa, sensowna fabuła
– klimat
– ściągi dla graczy
– jasna i ładna instrukcja
– czytelne plansze z „pomocami”
– różne lokalizacje na planszach
– wariant agresywny
– spora regrywalność
– dobrze się skaluje
– nauka planowania, podejmowania decyzji
– zmusza do myślenia
– nie jest łatwa

Wady:

– cienkie, delikatne pudełko
– literówki w instrukcji
– nieścisłości w ściągach
– spora losowość
– karmienie

Co mamy w pudle?

– planszę miasta
– 4 plansze siedzib graczy
– 25 żetonów paliwa
– 25 żetonów amunicji
– 25 żetonów leków
– 25 żetonów żywności
– 36 kart wydarzeń
– 40 kart znalezisk
– kostkę czterościenną
– znacznik gracza rozpoczynającego
– 32 żetony beczek
– 32 pionki ludzi
– znacznik tury
– znacznik aktywności zombie
– 80 żetonów zombie
– 4 karty pomocnicze
– instrukcję

Podstawowe informacje:

Autor: Piotr Pieńkowski
Ilustracje: Tomek Larek, Mariusz Gandzel
Liczba graczy: 2- 4 osób
Wiek: 12 – 112 lat
Czas gry: 60 min

Recenzja ukazała się wcześniej w czasopiśmie Brama – nr 2(5)/2016.
atak-zombie

Za grę oraz olbrzymią cierpliwość dziękuję wydawnictwu:
logo-foxgames-2013-color-rgb-01

Jedna myśl nt. „Atak Zombie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *