Pandemia

Ciekawy pomysł na fabułę, to połowa sukcesu przy tworzeniu planszówki. Najwyraźniej Matt Leacock doskonale zdawał sobie z tego sprawę, projektując grę Pandemia. Zaproponowany przez niego temat, jest nie tylko intrygujący, ale także sensownie się rozwija. Krótko mówiąc: jest logiczny, przez co staje się realistyczny.

Ale po kolei. Czy kiedyś chcieliście uratować świat? Mieliście chęć stać się bohaterami i ocalić ludzkość przed zagładą? Teraz możecie tego dokonać. Świat jest zagrożony. Cztery zarazy rozprzestrzeniają się w zawrotnym tempie. My, wcielając się w zespół specjalistów od tego typu zadań, musimy jak najszybciej wynaleźć lekarstwa, aby zniszczyć cztery choroby, nie dopuszczając do nadmiernego rozprzestrzenienia ich po świecie. Z racji tego, że jest to planszówka kooperacyjna, musimy współpracować, by gra z nami nie zwyciężyła. Wbrew pozorom nie jest to takie proste.

pandemia22

Za to sama mechanika gry jest dość łatwa, dzięki czemu jest to świetny tytuł dla początkujących graczy. Zrozumiała instrukcja i proste zasady dodatkowo ułatwią nam rozgrywkę, a także wprowadzenie nowych osób, które mają ochotę ratować z nami całą populację. Każdy dostaje też kartę pomocniczą, tzw. ściągawkę, która jest świetnym przypomnieniem jakie akcje możemy wykonywać.

Przypominajka się przydaje, bo akcji mamy osiem. Możemy wybudować stację badawczą, która później przyda się, do kolejnej akcji: wynalezienie lekarstwa. Mamy możliwość leczenia chorób, a także dzielenia się wiedzą (oddawanie lub oddawanie kart) z naszymi kompanami. Pozostałe dotyczą różnego rodzaju przemieszczania się pomiędzy miastami.

Przemieszczanie się jest tutaj kluczowe. Bez podróżowania, niczego nie zrobimy. Wszystko toczy się na planszy zawierającej mapę świata, co umożliwia naukę geografii. Tam zaznaczone są większe miasta, połączone między sobą. Łączenia te na ogół są dobre, bo pozwalają nam się szybko przetransportować. Jednakże zdarza się i tak, że są one naszym utrapieniem, bo za ich pośrednictwem roznosi się choroba. Plansza posiada także skalę zachorowań i rozprzestrzenia się chorób. Choć wygląda wspaniale, to tym bardziej boli fakt, że materiał z jakiego jest zrobiona, bardzo szybko się rysuje, zostają na nim ryso- smugi, na które patrzy się ze smutkiem.

Karty, mimo iż dosyć cienkie, wydają się być wytrzymałe. Powierzchnia i ilość populacji na każdej karcie miast to dodatkowa szansa na naukę. Są bardzo dopracowane, wizualnie nie mam im nic do zarzucenia. Z resztą pozostałe elementy też prezentuje się bardzo dobrze. Półprzeźroczyste znaczniki chorób, znaczniki lekarstw i cała reszta elementów jest rewelacyjna. Poza jednym wyjątkiem: pionki. Niby to szczegół, ale podobnymi grałam w Chińczyka dawno temu. Różnica jest taka, że tamte miały ładniejsze kolory. Ideałem w tym wypadku byłyby figurki przedstawiające postacie. Tym bardziej, że postacie jakimi gramy, odgrywają znaczącą rolę.

pandemia - pudło1

Podczas misji ratowania świata, każdy z graczy wciela się w jednego z siedmiu specjalistów. Każdy z nich ma swoje unikalne zdolności. Używając ich, mamy większą szansę na zwycięstwo. Jednakże te zdolności są bardzo nierówne, a to czy dostaniemy korzystną czy bezużyteczną postać, zależy od tego, co wylosujemy.

Przypadek również może zaważyć na tym, czy uda nam się wygrać czy nie. W sporej mierze, zależy to od tego, jak były wytasowane karty i co będzie nam wpadać do rąk. Losowość jest tu wadą, ale taką z którą w większości przypadków można sobie poradzić – myśląc. Pandemia wymaga od nas kombinowania, opracowywania strategii, podejmowania decyzji. Nawet jeden nieuważny ruch może sprawić, że bardzo tego pożałujemy, ginąc wraz z całą ludzkością. Musimy być świadomi, że nasze poczynania mają wpływ na całą populację Ziemi. Powinniśmy pamiętać, że życie wszystkich istot, jest w naszych rękach!

Muszę przyznać, że choć z moją pamięcią nie jest najlepiej, to o tych rzeczach nie umiałam zapomnieć. Gra ma niesamowity klimat, można się porządnie wczuć, oderwać się od rzeczywistości i zaangażować się w pełni w tę nową, niebezpieczną, ale jakże fascynującą. Ja totalnie odcinałam się od otaczającego mnie świata, wchodziłam w tę historię, co momentami irytowało moich współgraczy, bo za bardzo przeżywałam to, co dzieje się na planszy. Takie oderwanie się, to jest właśnie coś, czego w grach poszukuję. Tutaj można bez problemu wczuć się w fikcyjną postać i oddać się misji. Żeby klimatycznie dopiąć to na ostatni guzik, choroby powinny mieć też nazwy. Twórcy odpuścili sobie ten aspekt, zatem mamy bezimienne zarazy i w tej kwestii może nas poratować wyłącznie wyobraźnia.

Jako, że jest to gra kooperacyjna, może zdarzyć się sytuacja, że przy większej ilości osób wyłoni się lider, który będzie chciał dominować. Bardziej ulegli, a także nowi gracze, mogą się temu poddać i wykonywać wszystkie akcje, zaplanowane przez niego. Dla nich, przyjemność z tego typu gry jest raczej wątpliwa. Twórcy starają się walczyć z takim zjawiskiem, wielokrotnie powtarzając, że daną rzecz możesz zrobić na przykład wtedy, gdy właściciel pionka wyrazi na to zgodę. W ten oto sposób, zmuszają nas do dialogu, który jak wiadomo jest potrzebny do komunikacji. A komunikacja i współpraca jest tu istotna. Jeśli chcemy wygrać, musimy umieć współpracować. Jeśli tego nie potrafimy, to czas najwyższy się tego nauczyć, chyba, że chcemy mieć na sumieniu cały świat. Zatem postać samozwańczego lidera podczas rozgrywki byłaby wadą, ale z racji tego, że zmusza nas do nauki wspólnego działania, niweluje się, przemieniając się w kolejną zaletę Pandemii.

pandemia33

Wydawać by się mogło, że po kilku rozgrywkach nauczymy się mechanizmów jakie tu panują, będziemy wiedzieć według jakiego schematu grać i przestanie nas to bawić. Nic bardziej mylnego! Twórcy wzięli pod uwagę fakt, że możemy się znudzić i proponują nam trzy stopnie trudności. W zależności od tego, jak bardzo wierzymy w swój zespół, tyle kart epidemii wkładamy do talii. Wiadomo, im więcej, tym trudniej. A czasem bywa na tyle trudno, że przegrywamy, obrażamy się na grę i wściekli odchodzimy od stołu. Ale nie gniewamy się zbyt długo i dość szybko wracamy, by spróbować jeszcze raz, z nową taktyką, z jeszcze większą chęcią na zostanie bohaterem. Gra niesamowicie wciąga i ma sporą regrywalność. Już nawet teraz, pisząc o tym, mam ochotę na kolejną partyjkę. Nietypowe pudło uśmiecha się do mnie z półki. Dlaczego nietypowe? Wygląda jak książka. Duża, taka formatu A4. I ta spora „książka” jest piękna, twarda, naprawdę solidnie skonstruowana, dobrze znosi podróże. Wydawnictwo Lacerta wykonało świetną robotę z tą produkcją. No, a teraz gra patrzy na mnie i krzyczy: „Zagraj, zagraj!” Normalnie bym nie uległa, ale wiecie, chodzi o dobro ludzkości! Także przepraszam, ale muszę wszystkich ocalić!

Zalety:

– solidne pudełko
– ładne elementy
– piękna grafika
– nauka geografii
– nauka współpracy, komunikacji
– różnorodność postaci
– poziomy trudności
– ciekawa, sensowna fabuła
– duża regrywalność
– ściągi dla graczy
– klimat
– zmusza do myślenia
– jasna instrukcja

Wady:

– pionki
– plansza
– spora losowość
– brak nazw chorób

Co mamy w pudle?
– planszę
– 7 pionków graczy
– 7 kart postaci
– 4 karty pomocnicze
– 59 kart gry
– 48 kart infekcji
– 96 znaczników chorób
– 4 znaczniki lekarstw
– 6 stacji badawczych
– 1 znacznik poziomu zachorowań
– 1 znacznik rozprzestrzeniania się chorób
– instrukcję

Podstawowe informacje:
Liczba graczy: 2- 4 osób
Wiek: od 10 lat
Czas gry: ok. 45 minut

Recenzja ukazała się wcześniej w czasopiśmie Brama – nr 2(5)/2016.

pandemia

Za grę oraz olbrzymią cierpliwość dziękuję wydawnictwu:
rebellogo

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *