The Exorcism – Escaperooms.pl

W Escaperooms.pl w Gdańsku byłam ostatnio ponad dwa lata temu. To byłam moja pierwsza i zarazem ostatnia wizyta. W dodatku była to pierwsza wizyta w jakimkolwiek escaperoomie. Debiutowałam tam w Pokoju Dziecka, pewnie dlatego, że jeszcze nie było Pokoju Egzorcysty. Gdyby był, wiadomo co bym wybrała.

Minęło sporo czasu, doszło kilka pokoi do mojego eskejpowego konta. Doszło kilka racenzji pokoi ucieczek. Aż w końcu doszła także wiadomość z prośbą o recenzję kolejnego pomieszczenia w Escaperooms.pl. Zgodziłam się z wielką chęcią, gdyż uwielbiam nie tylko tego typu rozrywkę, ale też pisanie o swoich doświadczeniach z nią związanych.

Skrzyknęłam ekipę. Władowaliśmy się w czwórkę do samochodu i pojechaliśmy w kierunku Fun Areny. Wyjechaliśmy dużo wcześniej, goniłam wszystkich jak głupia, gdyż lubię być wszędzie wcześniej. Niestety, nie wzięłam pod uwagę tego, że nie będziemy wiedzieli gdzie jechać. Poprzednio dotarłam tam komunikacją miejską. Tym razem pojawił się parkingowy problem. Ponad dwadzieścia minut krążyliśmy wokół stadionu, aż w końcu po tym czasie i dwóch telefonach do obsługi, udało nam się odnaleźć właściwe miejsce. Dlaczego o tym wspominam? A no dlatego, że mam wrażenie, że to miejsce nie chce mojej obecności i w jakiś magiczny sposób wpływa na rzeczywistość, by nie udało mi się dotrzeć na czas. Poprzednio popsuta komunikacja miejska, teraz problem z odnalezieniem wjazdu. Chyba faktycznie potrzebny jest tu egzorcysta!

Udało się, dotarliśmy na czas! (Tzn. czas z rezerwacji: 11.30, nie ten z SMS z prośbą o przybycie 10 minut wcześniej.) Dzień dobry, dzień dobry. Kurtki na wieszaki, plecaki za ladę i jesteśmy gotowi do gry, w przeciwieństwie do pokoju, jak się później okazało.

Krótkie wprowadzenie pt: macie godzinę, nie świecimy telefonami itp. bo pokój jest ciemny i taki ma być. Nie dotykamy rzeczy z takim symbolem. Krótko mówiąc, taki standard, ale bez fabuły. Zostaliśmy zaproszeni do pokoju. Zdziwiłam się, że już tam wchodzimy, nie znając fabuły, ale czekałam cierpliwie. Staliśmy w ciemnym, bardzo ciemnym pomieszczeniu wraz z Mistrzem Gry, który kontynuował wprowadzenie. Po chwili poprosił nas byśmy wyszli na chwilę, bo nie zrobił jakiejś tam rzeczy w pokoju. Posłusznie wyszliśmy i czekaliśmy, aż pokój będzie w 100% gotowy. Nie trwało to długo, lecz wywołało u mnie lekką irytację. Moja irytacja też długo nie trwała, bo przecież wiadomo, to tylko człowiek, nie maszyna, każdemu może się zdarzyć o czymś zapomnieć. Poza tym, lepiej, że przypomniał sobie o tym teraz, naprawił błąd, dzięki czemu nie zepsuł nam gry, jakby się okazało w trakcie, że coś jest nie tak. Tzn. chyba tym nie zepsuł. Nie wiem, bo nie wiem o czym zapomniał i czy miało to związek z incydentem jaki miał miejsce na samym końcu.

Staliśmy w tym ciemnym pokoju, wraz z Mistrzem Gry. Obawiałam się, że zostawi nas nie wprowadzając fabularnie. Już niemal chciałam się spytać co się dzieje, na szczęście nie było takiej potrzeby. Nasza koleżanka Ania została opętana. Musimy ją uratować. Musimy skontaktować się z egzorcystą. Potrzebujemy numer telefonu do niego, by móc go wezwać. Ok. Do dzieła!

Zostaliśmy zamknięci, zegar został zrestartowany. Ruszyliśmy. Znaczy się, nie wiele ruszyliśmy. Normalnie jest tak, że jak tylko zamknął się drzwi, rzucamy się na wszystko po kolei, sprawdzamy, grzebiemy, lecimy do przodu jak najszybciej się da. Tu początek wyglądał zupełnie inaczej. Głównie staliśmy i bluzgaliśmy na to, jak jest ciemno i jak bardzo nic nie widać. Trochę czasu zajęło nam rozpoczęcie poszukiwań czegokolwiek, oczywiście przeplatane ciągłymi bluzgami na ciemność. Rozumiem zamysł, domyślam się, że chodziło tu o klimat. I klimat jest. Pojawia się ten niepokój, pewnego rodzaju lęk i niepewność. Bo tak naprawdę nie wiemy co jest wokół nas i czy to coś jest bezpieczne. Klimat udało się utworzyć, niemniej pomimo mojego uznania za ten nastrój, pomimo zamiłowania do horroru i tego typu emocji, uważam, że było za ciemno. Na dłuższą metę, było to zwyczajnie męczące.

Z drugiej strony, gdyby nie ta ciemność, byłoby za łatwo. To ona w dużej mierze podnosi trudność pomieszczenia. Po przejściu, jak podsumowaliśmy sobie co tam było, okazało się, że tych zagadek, tych elementów układanki wcale nie było aż tak dużo. Gdyby było lepsze oświetlenie, poradzilibyśmy sobie o wiele szybciej. Aczkolwiek nie mogę powiedzieć z całą pewnością, byśmy mogli wydostać się stamtąd bez żadnych podpowiedzi. Niektóre zagadki uniemożliwiłyby nam to.

I nie, nie chodzi o to, że my jesteśmy tak ułomną ekipą (choć tego też nie wykluczam). Niestety, niektóre elementy pozostawiały sporo do życzenia i, aby je przejść samodzielnie, trzeba było pobawić się w zgadywankę pt: „co autor miał na myśli?” My nie odgadliśmy co autor miał na myśli, za to później otrzymaliśmy informację, że dana rzecz została przed chwilą uszkodzona przez inną ekipę i teraz na szybko naprawiana, dlatego może być nie dokładna. Nie do końca wierzę w to tłumaczenie, ale ok, niech będzie. Przecież nic nam się nie stanie od tego, że mieliśmy jedną podpowiedź więcej, nie? Nie mogę zdradzić co to, jednakże mechanizm ten byłby bardzo fajny – o ile by działał poprawnie.

Jeśli o działanie chodzi, przypuszczam, że więcej rzeczy zakończyło swój żywot w tym pomieszczeniu. Były tam przedmioty, które ewidentnie wskazywały na to, że do czegoś służyły. Widoczne mechanizmy, sugerowały, że coś z nimi powinno się zadziać. Kupę czasu traciliśmy na próby uruchomienia ich, ale nigdy nie udało nam się tego zrobić – nie działały. Obstawiam, że zaraz po otwarciu pokoju Egzorcysty, można było zobaczyć w pełni co pokój ma do zaoferowania. Teraz niestety nie ma już takiej szansy, bo rzeczy te zostały zepsute i nigdy już nie były naprawione. Nie wiem tego z całą pewnością, to tylko moje spekulacje oparte na poprzedniej wizycie w tym miejscu. Było tam coś co budziło moje wątpliwości, zastanawiało mnie przeznaczenie tego. Po jakimś czasie rozmawiałam z ludźmi, którzy odwiedzili ten sam pokój, ale dużo wcześniej niż ja. Okazywało się, że przedmioty zastanawiające mnie, były w użyciu, działały, były też potrzebne podczas gry. Później, po tym jak się zepsuły, nie zostały naprawione tylko wycofane bezpowrotnie. Myślę, że i w tym pokoju było tak samo. Nie mam co do tego pewności, niemniej taka ilość gratów, które nie były wykorzystane nasuwa mi myśl, że umarły w tym pokoju i nikomu nie chciało się ich wskrzesić. Szkoda. Znaczy to, że najlepiej przychodzić do Escaperooms tuż po otwarciu nowego pokoju, póki wszystko działa.

egzorcyzmy

Największą zaletą pokoju Egzorcysty są emocje. Dużo emocji. W dodatku silnych emocji. I nie chodzi tu wyłącznie o wspomniany przeze mnie lęk, niepokój. W pewnym momencie, podczas gry pojawiła się też złość czy wręcz wściekłość. Był taki etap, w którym to zaczęliśmy się drzeć, wkurzać i bluzgać twórców tego przybytku. Nie wiem jak bardzo to słychać na zewnątrz, ale leciały takie wiązanki, że Mistrzowie Gry musieli mieć z nas niezły ubaw. Jeśli ktoś był w tym pokoju, pewnie domyśla się o co mi chodzi. Po czasie jednak ta furia i nienawiść do twórców ustępuje i zamienia się w uznanie czy nawet podziw za pomysł i tego typu rozwiązanie. Zatem drodzy Game Masterzy, wszystkie przekleństwa jakie usłyszeliście wtedy pod swoim adresem są już nieaktualne, przepraszamy. Tak, to były emocje!

Pewnie zastanawiacie się czy udało nam się wyjść z pokoju, prawda? Szczerze powiedziawszy sama się nad tym zastanawiam i nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Zostało nam jakieś 7-8 minut do końca i nagle pojawiła się zielona poświata wokół drzwi wyjściowych. Okazało się, że są otwarte, że można wychodzić. Zdziwiliśmy się bardzo, nie wiedzieliśmy co się dzieje, gdyż w tym czasie nie zrobiliśmy niczego, co mogłoby te drzwi otworzyć. Powiem więcej: wiedzieliśmy co mamy zrobić by drzwi się otworzyły, ale brakowało nam jeszcze czegoś by swój plan wprowadzić w życie. Nie wiadomo dlaczego tak się stało, w związku z czym Mistrz Gry powrócił do nas i oznajmił, że zrobiliśmy COŚ (nie mogę mówić co, bo to byłby olbrzymi spoiler). Problem polegał na tym, że my nie zrobiliśmy tego CZEGOŚ. W dodatku zrobienie tego CZEGOŚ powinno być uniemożliwione, by ludzie nie wygrywali gry w ten sposób. Nie jest to sposób normalny, oczekiwany od twórców. Wynika on raczej z niedopracowania, roztargnienia lub też braku odpowiedniego zabezpieczenia. Oczywiście od razu podaliśmy sposoby, które pozwoliłyby uniknąć tego typu sytuacji w przyszłości i nie są one super skomplikowane i czasochłonne. Zirytowało mnie to, że nie zostało to zrobione przed naszą grą. A jeszcze bardziej zirytował mnie fakt, że w danej chwili, nikt z nas nawet nie był w pobliżu tego CZEGOŚ by móc zrobić to COŚ i wydostać się nielegalnie.

Oczywiście nikt nam nie uwierzył, dlatego też nie dowiedziałam się, dlaczego tak naprawdę w tamtym momencie otworzyły się drzwi. Zaczęłam podejrzewać, że chcą się nas wcześniej pozbyć, by zdążyć posprzątać pokój przed kolejną grupą. Tak, zaczęłam tworzyć w głowie dziwne teorie spiskowe. Irytuje mnie to, że nie wiem jak było i pewnie nigdy się nie dowiem.

Po tym niemiłym incydencie, dostaliśmy pozwolenie na powrót do gry. Wkurzeni, rozbici kombinowaliśmy dalej. Podpowiedzi już nie były nam podsyłane, Mistrz do nas wrócił, stał obok i nas naprowadzał. W tym momencie gra straciła już klimat. Na tym etapie przestało mi zależeć by dokończyć to co zaczęliśmy. Zresztą zakończenie nie skrywało już żadnej tajemnicy, bo wiadomo było co należy zrobić i była to tylko kwestia czasu by to wykonać. Z niewielką pomocą zrobiliśmy co należało. Rozwiązanie mieliśmy kilka sekund przed końcem czasu. Niestety, wyjątkowo po wyjściu nie odczuwałam satysfakcji, bardziej irytację.

Incydent z tym CZYMŚ trochę przyćmił radość z całej ucieczki. Ale gdy się go wyeliminuje, gdy się go wymaże z pamięci i skupi na całej reszcie, to było całkiem nieźle. Powiem więcej: dopiero teraz, pisząc tę recenzję widzę jak dużo wad odnalazłam. Jeśli chodzi o całokształt, o moje odczucia i o to jak się bawiłam, to było dobrze. Nie powiem, że rewelacyjnie, bo sporo jest do poprawienia. Nie powiem, że super, bo pewne elementy tę superowość psują. Ale dobrze. Poprawnie. Akceptowalnie. Z pewnością nie będę trąbić i oznajmiać wszem i wobec, że jest to najlepszy pokój w Trójmieście, bo nie jest. Ale osobom, które tak jak ja kochają horror, lubią dreszczyk emocji i ten lekko makabryczny klimat – będę polecać. Polecać można, ale z zastrzeżeniem, by nie oczekiwali zbyt wiele, nie mieli wygórowanych wymagań, bo zwyczajnie się zawiodą. Niemniej na taki wypadzik dla miłośników grozy, pragnących wyskoczyć gdzieś na godzinę, by pogłówkować i przeżyć intensywne emocje, miejsce to jest w sam raz. I pomimo aspektów, o których pisałam, bardzo cieszę się, że odwiedziłam egzorystę.

Miejsce: Escaperooms.pl
Pokój: The Exorcism
Termin: 9.03.2018
Godzina: 11.30
Ilość osób: 4
Czas ucieczki: Niestety nie wiem. Nie wie wiem nawet czy oficjalnie można uznać, że się to udało.

Za gościnę dziękuję:

Escaperooms logo

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *