5 Morderstw – Questrooms

Znów, znów się to stało… Miałam nie pisać recenzji, ale jednak coś mnie tknęło, no i wyszło jak zwykle! Ale dzięki temu, macie tu co czytać.

Wybierając się do pokoju „5 Morderstw”, wiedziałam, że nie będą to przelewki. I dla nas, bowiem według informacji na Lockme pokój ten jest przeznaczony dla graczy doświadczonych. Ale też pokojowi nie będzie łatwo, gdyż po zeszłotygodniowych odwiedzinach Krwawej Rzeźni mamy bardzo wygórowane oczekiwania. Poprzeczka została podniesiona tak wysoko, że ciężko będzie ją przeskoczyć. I tym razem przeskoczyć się nie udało, Rzeźnia pozostaje dla mnie nadal numerem jeden. Niemniej już mogę powiedzieć, że 5 morderstw depcze jej po piętach i póki co zajmuje drugie miejsce na moim prywatnym, eskejpowym podium.

Przyjechaliśmy na miejsce. Zaciekawieni, podekscytowani, lekko zaniepokojeni. Tradycyjnie już: toaleta, upchnięcie rzeczy do szafki, załatwienie formalności rezerwacyjnych no i możemy działać. Idąc korytarzem niestety znów zobaczyłam, że drzwi od pokoi są pootwierane na oścież i musiałam się pilnować by tam nie zerkać, by nie psuć sobie przyszłej zabawy. Więc jednak poprzednio nie był to przypadek, jednorazowy incydent, tylko tak tam po prostu jest. Szkoda.

Poszliśmy do tej fajnej poczekalni co ostatnio, ale musieliśmy ją opuścić. Tzn. nie musieliśmy, ale na szczęście wprowadzający zadbał o to byśmy stamtąd poszli i nie siedzieli w smrodzie. Otóż tego dnia na Zaspie coś straszliwie śmierdziało i ten smród wpadał z ulicy wprost do poczekalni. Pracownik zadbał o nas, o nasze nozdrza i zabrał nas od tego smrodu, by móc wprowadzić nas do gry. Tym razem z obsługi był inny człowiek niż poprzednio. Początkowo nie robiło mi to różnicy, ale z perspektywy czasu, po dzisiejszych doświadczeniach, późniejszych przemyśleniach, niestety wiem, że jednak to jaki jest Mistrz Gry, jest ważniejsze niż dotychczas mi się wydawało. Dość chaotyczny i niezbyt wyraźny sposób mówienia był do przeżycia – większość przekazywanej treści się domyślałam. Natomiast spoiler podany przy tłumaczeniu trochę mnie zaskoczył. Prezentacja i informacja odnośnie działania kłódek – rzecz ważna, potrzebna, istotna. Klasycznie dostaliśmy informację jakich rodzajów kłódek możemy spodziewać się w środku, ale jak się później okazało, informacja ta nie była pełna, bo w pokoju był jeszcze jeden typ. Na szczęście nie był on dla nas żadnym problemem, ale wprowadzenie okazało się niekompletne.

To są takie szczegóły tłumaczeniowe. Tak jak mówię, do przeżycia, do zaakceptowania, nic co bardzo zepsułoby nam grę. Problemy pojawiły się później. Już wszystko zostało nam przekazane, już mieliśmy wchodzić do pokoju. Znaczy się ja już jedną nogą weszłam, bo zostałam zawołana, po czym kazano nam się wycofać, bo było wyłączone zasilanie, trzeba było coś zresetować czy coś w tym stylu. Nie wiem dokładnie co, po prostu posłuchałam, wyszłam i czekałam aż pokój zostanie „naprawiony”. Po chwili zostaliśmy zawołani do środka. Weszliśmy, dowiedzieliśmy się gdzie jest panic button w razie czego. Dowiedzieliśmy się, że „za około 3 minuty włączy się zegar”. Nie bardzo rozumiem dlaczego po takim czasie miało to nastąpić, ale już nie pytałam, założyłam, że może ma to związek z tym resetem i po prostu zlekceważyłam informację. Zostaliśmy zamknięci.

No i wiadomo, od razu rzuciliśmy się do roboty. Minęła chwila i mój towarzysz zobaczył coś, co było otwarte, a wyglądało jakby nie miało być otwarte. Zaczęliśmy się zastanawiać czy aby na pewno tak powinno to wyglądać. Kręciliśmy się wokół tego, jednocześnie zerkając i machając w stronę kamery. Nie było reakcji, więc po prostu wyszliśmy z pokoju, odnaleźliśmy Mistrza i powiedzieliśmy, że chyba „to” powinno być zamknięte. Była lekka obawa, że wyjdziemy na idiotów, że może tak miało być, ale nie, tak nie miało być. Pokój nie został do końca sprzątnięty i przy okazji dowiedzieliśmy się, że to jest coś, co prowadzi nas do ostatniego elementu przed wyjściem, który zresztą zobaczyliśmy. Cóż, błędy się zdarzają, rozumiem to. Niestety one się tu skumulowały. Przez tę sytuację dowiedzieliśmy się, że raczej nikt nas nie obserwuje, bo nikt nie zwracał uwagi na to, że dobieramy się do „zagadki wyjściowej”, ani też nikt nie dostrzegł wielkiego, otwartego elementu, który powinien być zamknięty. Pojawiło się zniesmaczenie, irytacja, wielki zawód. „Zepsuli nam pokój” – pomyślałam. Byliśmy na zewnątrz, pokój został złożony jeszcze raz – tym razem dobrze i do końca. Przy okazji, skoro już wyszliśmy, zostały wymienione baterie w czołówce mojego towarzysza. No i weszliśmy do pokoju po raz trzeci – z nadzieją, że tym razem zostaniemy tam już do końca.

Ta cała sytuacja zaczęła mnie wkurzać. Obawiałam się, że przez tę złość nie będę już w stanie się dobrze bawić, rozgrywka straci klimat itd. Na szczęście pokój jest na takim poziomie, że nawet taki fakap pracownika nie był w stanie zepsuć mi zabawy. Klimat, wystrój, zagadki, fabuła. Wszystko tak, jak być powinno.

LOGO male

Motyw jest taki, że czwórka naszych znajomych została zamordowana. Chcemy pomścić ich śmierć, ale by to zrobić, musimy dowiedzieć się co się stało i kto ich zabił. Wkraczamy do pokoju i czas start! Mamy 60 minut!

U nas wygląda to tak, że rzucamy się jak dzikie małpy, by jak najszybciej, jak najwięcej dorwać. Możliwe, że wszyscy tak robią, tego nie wiem. Wiem, że my tak robimy i tak było i tym razem. Ja dorwałam zagadkę oczywistą, ale wymagającą czasu i zabrałam się za walkę z nią. Tymczasem mój towarzysz atakował całą resztę, robiąc rzeczy i relacjonując mi wszystko na bieżąco. Pokój, choć jest liniowy, to pozwala na rozwiązywanie kilku rzeczy na raz, więc nie musimy ustawiać się w kolejce do jednej zagadki, tylko każdy ma co robić. Mówiąc każdy, mam na myśli dwie osoby, bo jest to pokój dla konkretnie dwóch osób, co jest wręcz idealne, bo w duecie pracuje nam się najlepiej, najszybciej i najefektywniej. Może jakbyśmy mieli większe doświadczenie z kilkuosobową, taką samą ekipą, to też by nam to jakoś szło, ale chyba nigdy nie byliśmy w pokoju zagadek w takim samym składzie więcej niż raz. Taki sam skład mamy tylko, gdy idziemy we dwójkę, dzięki czemu ten rodzaj współpracy jest dla nas najkorzystniejszy. Więc limit dwóch osób to zdecydowany atut pokoju 5 morderstw.

Jak już wspomniałam, zagadki są logiczne. Nawet bardzo logiczne. Wszystko ma tutaj sens, nie trzeba się domyślać, zgadywać co autor miał na myśli. Niektóre z nich pozornie wydają się być „powtórzone” z innych pokoi od Questrooms, ale tak jak mówię, tylko pozornie. Są momenty, że coś widzisz i myślisz: „Ej, to było w tym poprzednim pokoju!” – a później grzebiesz dalej i uświadamiasz sobie, że nie, że to tylko podobieństwo jakiegoś tam fragmentu podsunęło Ci taką myśl.

Jedną zagadkę „obeszliśmy”, tak jak to mamy w zwyczaju. Tzn. jak zwykle nieświadomie, zrobiliśmy coś co doprowadziło nas do rozwiązania, ale w troszkę inny sposób niż był przewidziany. Można by wprowadzić pewien element, który zapobiegałby takiemu obrotowi sprawy, ale nie napiszę Wam tu o co chodzi, żeby nie spoilerować. Niemniej nie było to dużym problemem, bo w sposób „normalny” też byśmy to zrobili.

Jest jeszcze jedna rzecz, którą chciałabym tu poprawić. Ale nie dlatego, że coś z nią nie tak, tylko dlatego, że wtedy byłaby perfekcyjna, bo nie miałaby śladów po poprzednich rozgrywkach. A chciałabym, aby ta zagadka była ideałem, bo uwielbiam tego typu łamigłówki i choć dla mnie była łatwa, to i tak świetnie się przy niej bawiłam. Ale oczywiście też Wam nie powiem co to, by nie psuć Wam zabawy.

A zabawa jest super. Pokój okazał się być bardzo dobrze zorganizowany. Wizualnie prezentuje się dobrze. Jest schludny, spójny fabularnie, dobrze zaprojektowany. No, może jeden element, który ewidentnie służy do tworzenia klimatu, mógłby być ukryty, bo wystawiony na wierzch jest zagrożony – wiadomo, gracze robią różne, dziwne rzeczy. Poza tym, jest tam zwyczajnie ładnie i adekwatnie do tego co się dzieje i co robimy. Jedyne co psuje klimat to znów te błędy. I tak jak to było w Rzeźni, tak jest i tutaj, że elementy zawierające tekst, mają sporo błędów, na których punkcie jestem przeczulona. Mamy cały pakiet: stylistyczne, interpunkcyjne, są też powtórzenia. Pierwsze odczucie jest takie, że autorzy pokoju zwyczajnie zbagatelizowali sprawę, robili to na szybko, bezmyślnie, na odwal, byleby jak najszybciej pokój otworzyć. Ale tak jak mówię, jest to pierwszy wniosek po przeczytaniu tekstu, który ewidentnie ominął jakąkolwiek redakcję i korektę. A później rozglądam się po pokoju, patrzę jaki jest piękny, jaki jest dopieszczony i dociera do mnie, że no nie, to nie jest prawda. Bliższe prawdy chyba jest to, że po prostu ludzie nie przywiązują tak dużej wagi do słowa pisanego jak ja i zwyczajnie mają gdzieś to co się dzieje z tymi literkami. Także błędy w tekstach, to ewidentnie mój osobisty problem, a nie problem całej społeczności escape roomowej jakby się mogło wydawać.

Jak wspominałam, idąc do 5 morderstw spodziewaliśmy się ciężkiej przeprawy. Otóż na lockme, pokój ten oznaczony jest jako pokój dla graczy doświadczonych. Czyli poziom bardzo wysoki. Jak się dowiedzieliśmy po grze, poziomy te są generowane w serwisie na podstawie opinii graczy, stąd takie dziwne informacje w rankingu. Nie uważam byśmy byli graczami doświadczonymi, a pokój ten ukończyliśmy w 32-33 minuty, bez żadnych podpowiedzi. Nie mieliśmy żadnych zastojów, dłuższych przerw, zawiech, kryzysów czy napadów bezradności. Tak jak zaczęliśmy, tak lecieliśmy rozpracowując po kolei wszystkie zagadki. Chciałabym powiedzieć, że pokój był najłatwiejszym w jakim byliśmy i może coś w tym jest. Ale myślę, że to nie łatwość pokoju sprawia, że tak dobrze nam poszło, tylko to jak jest on skonstruowany. Zauważyłam, że ogólnie w pokojach Questrooms idzie nam całkiem nieźle. Powód? Są one dobrze zrobione. I znów się powtórzę, ale to istotne: zagadki mają sens. Jak zagadki mają sens, są przemyślane, fajne, oryginalne, ale przede wszystkim logiczne, to właśnie taki jest efekt, że się je rozwiązuje. W dodatku szybko się je rozwiązuje i z wielką radością i olbrzymią satysfakcją.

I taki właśnie był ten pokój – niesamowicie satysfakcjonujący. Spodziewałam się takiego rodzaju zakończenia, choć pewnie dla wielu będzie ono zaskoczeniem. Niemniej zakończenie nie miało dla mnie aż takiego znaczenia, bo cała, półgodzinna przeprawa i udział w tej historii, był dla mnie niesamowitym przeżyciem. Ale trochę brakuje mi tu „odbierania” graczy z pokoju, po zakończonej rozgrywce. Niby taki szczegół, ale od razu jest jakoś fajniej jak Mistrz Gry podejdzie pod same drzwi, pogratuluje, zagada. Tutaj Mistrza gdzieś wcięło i sami po prostu wyszliśmy i podeszliśmy do lady, aby go znaleźć. Zamieniliśmy z nim dwa zdania z związku z początkową wpadką i otrzymaliśmy rekompensatę w postaci 20% zniżki do kolejnego pokoju. EDIT: Właśnie zobaczyłam na stronie, że taki kupon otrzymuje się w nagrodę, gdy ukończy się pokój w mniej niż 45 minut, bez żadnych podpowiedzi, więc wychodzi na to, że sami sobie na niego zapracowaliśmy…

Na szczęście później przejął nas drugi człowiek, ten, który zajmował się nami przy poprzedniej wizycie. Wróciliśmy z nim do pokoju by rozwiać ewentualne pokojowe wątpliwości, choć tych praktycznie nie było, bo jak mówię, forma wszystkiego była przejrzysta i sensowna. Ale później gadaliśmy jeszcze kilkanaście minut opowiadając sobie anegdotki z escape roomów, a także polecając wzajemnie różne pokoje. Człowiek ten jest tak fajny, zaangażowany i oddany pracy, że byłam przekonana, że to właściciel tego całego dobytku. Okazało się, że jednak nie i że zwyczajnie zdarzają się jeszcze pracownicy, którym chce się robić coś więcej niż standardowe minimum. No i wtedy po raz kolejny tego dnia pomyślałam sobie, że to kto wprowadza Cię do pokoju i się Tobą zajmuje, ma olbrzymie znaczenie. No i pewnie gdybyśmy od początku trafili pod skrzydła człowieka, któremu chce się więcej, dużo więcej niż musi, to początkowa irytacja by się nie pojawiła.

Ale to, że się pojawiła, wcale nie zepsuło mi zabawy. Może w normalnym pokoju by ją zepsuło, ale tu zły nastrój minął równie szybko jak się pojawił. Pokój jest tak fajny, że sam się wybronił. Tak mi się podobał, że nieprzyjemne emocje błyskawicznie zostały przegnane i zastąpione tymi przyjemnymi. Było tak dobrze, że 5 morderstw uplasowało się na drugim miejscu w moim nieoficjalnym pokojowym rankingu, który prowadzę w swojej głowie. Drugie miejsce, ale bardzo, bardzo bliskie pierwszego miejsca na którym siedzi Krwawa Rzeźnia. Czyli jakby nie patrzeć, póki co, Questrooms bije konkurencję na głowę. Zobaczymy czy uda mi się znaleźć coś, co strąci ich z podium. Ale na razie nie będę się tym martwić. Nadal myślami jestem w tym pokoju, delektuję się wspomnieniami i czerpię satysfakcję z naszego sukcesu. I oczywiście polecam, zwłaszcza tym, którzy najlepiej odnajdują się w duecie.

Miasto: Gdańsk
Miejsce: Questrooms
Pokój: 5 Morderstw
Termin: 22.07.2019
Godzina: 14.30
Ilość osób: 2
Czas ucieczki: 32:53 (około 27:07 do końca)

3 myśli nt. „5 Morderstw – Questrooms

  1. Pingback: Pułapka Szeryfa – Escape Gdańsk | agapilecka.pl | Blog | Agnieszka Pilecka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *