Tajny Agent
Tajny agent to gra prawie kooperacyjna. Dlaczego prawie? A no dlatego, że jedna osoba jest agentem a cała reszta, współpracując, musi ją odnaleźć. Zatem jeden gracz gra przeciw całej reszcie. I w zasadzie agent nie do końca się dobrze bawi, jest jakby poza grą, bo jego zadaniem jest umożliwienie gry reszcie. Aczkolwiek z doświadczenia wiem, że fajnie jest być agentem, bo można się pośmiać z przeciwników, zobaczyć jak mało wiedzą o świecie lub zostać agentem, by to inni nie śmiali się z Ciebie.
Co mamy w pudle?
– tajne akta
– 23 karty pytań
– 197 kart krajów
– instrukcję
O co w tym wszystkim chodzi?
Chodzi o to, że jedna osoba wciela się w tytułowego tajnego agenta i ukrywa się w wybranym przez siebie kraju. Mówiąc „ukrywa się” mam na myśli: wybiera jedną z kart kraju (oczywiście nie mówiąc nikomu, co wybrała) i to by było na tyle. Teraz musi tylko odpowiadać na pytania zadawane przez współpracujących ze sobą przeciwników lub też przeciwnika – w przypadku gdy grają tylko dwie osoby.
Zadawane pytania są różne, różniste. Mogą dotyczyć ustroju, waluty, religii czy też rolnictwa w danym miejscu. Można pytać o to czy ruch jest prawo czy lewostronny, czy kraj leży nad Atlantykiem lub ile metrów ma najwyższy szczyt. Rodzajów pytań jest całkiem sporo, wszystkie zawarte są na kartach i właśnie z tych kart korzystają pytający. Oczywiście Agent nie musi znać odpowiedzi na te pytania. Agent ma specjalną książeczkę tzw. Tajne Akta. I w nich znajdują się odpowiedzi, więc na dobrą sprawę, agent nie musi wiedzieć nic! I jest to całkiem dobra fucha, jeśli ktoś nie wie nic i chce się z tą swoją niewiedzą ukrywać przez całą grę.
Zupełnie inaczej wygląda sprawa w przypadku pozostałych graczy. Oni nie mają dostępu do akt. Nie mogą też podejrzeć co jest na kartach państw. Jedyne co widzą, to kilka wyłożonych na stole kart krajów. Znają ich nazwy, wiedzą, że Agent wybrał jedną z nich i na podstawie zadawanych mu pytań, muszą odgadnąć którą. Zatem oni muszą mieć jakąś wiedzę. Mogą oczywiście dyskutować, ba, mogą się nawet kłócić o miejsce ukrycia ich przeciwnika! I bardzo często jest tak, że się kłócą. Gra wywołuje sporo emocji, dzięki czemu jest idealną grą imprezową. Oczywiście, jeśli odpowiada nam forma „inteligentnej imprezówki”. Bo tu naprawdę trzeba myśleć. Trzeba mieć wiedzę lub chęć zdobywania jej.
Według instrukcji maksymalna ilość osób to 10, aczkolwiek myślę, że jakby zmienić sposób rozdawania kart, to można nie wprowadzać górnej granicy i po kilku zmianach można by grać z klasą, w ramach np. lekcji geografii. Możliwość grania z tak dużą grupą jest tu bez wątpienia zaletą. W dodatku gra świetnie się skaluje, więc to czy gramy w dwie czy dziesięć osób, nie ma znaczenia. Choć wiadomo, łatwiej jest grać i zgadywać, gdy ma się jakiegoś pomocnika. Choć w sumie nie zawsze, bo nasz pomocnik może udawać, że coś wie, przez co zniszczy naszą szansę na zwycięstwo. Z kolei jak się okaże, że idzie nam wyśmienicie i zapragniemy utrudnień, twórcy przygotowali dla nas warianty dodatkowe, dzięki nim rozgrywka staje się trudniejsza, ale za to bardziej fascynująca.
Gra charakteryzuje się prostą, czytelną grafiką. Wygląda to bardzo dobrze, estetycznie, bez żadnych udziwnień. Jest zwyczajnie ładna. Można się przyczepić do braku wypraski, przez co karty fruwają po całym pudle, ale gdy ktoś zapragnąłby je koszulkować, prawdopodobnie by się nie zmieściły. Z dwojga złego, myślę, że lepiej żeby karty miały swobodę i dużo przestrzeni.
Zalety:
– przystępna grafika
– dobrze się skaluje
– wysoka regrywalność
– prosta mechanika
– dobra kooperacja
– „otwarte karty”
– warianty zaawansowane
– dużo emocji
– inteligentna imprezówka
Wady:
– wymagana wiedza
– nie jest ponadczasowa
– agent może się nudzić
Czy warto szukać agenta?
To zależy. Gra jest bardzo fajna mechanicznie, jest świetna do nauki. Nawet przeszła mi taka myśl, że w szkole zamiast egzaminu czy innego sprawdzianu, powinien siadać nauczyciel z Tajnym Agentem i uczeń na zaliczenie musiałby z nim wygrać, odgadując gdzie ten się „schował”. Myślę, że byłaby to bardzo atrakcyjna forma nauki, bo poprzez zabawę. Ok, już, wracam na ziemię.
Dla mnie gra jest bardzo przyjemna, dopóki mogę pozostać tępym agentem, który nie musi myśleć i udawać, że ma wiedzę w tym zakresie. Bo mówiąc wprost: ja tej wiedzy nie mam i nawet nie zamierzam tego zmieniać. Otóż nie czuję potrzeby by wiedzieć, że Nikaragua ma ruch prawostronny, Sierra Leone jest republiką prezydencką, Saint Vincent i Grenadyny są nad Atlantykiem a Saint Kitts i Nevis w ogóle istnieje. Dla mnie jest to totalna abstrakcja i pewnie taką pozostanie. Ale…
Tak, jest wielkie ale. Według mnie, mechanika ma potencjał. To jest dobry pomysł na imprezówkę i można by zrobić ją w lżejszej formie. Też do myślenia, z wymogiem posiadania wiedzy, ale takiej bardziej popkulturowej. Ja to widzę w formie seriali. Karty z serialami, mnóstwo seriali. Pytania o nagrody, aktorów, powiązania, ilość sezonów, rok produkcji itd. itp. Też bym pewnie poległa, ale tematyka jest dla mnie o wiele bardziej atrakcyjna i już teraz, pisząc o tym, wkręciłam się i marzy mi się taka gra. W dodatku miałaby super zaletę – byłaby doskonałą pomocą, gdy zalegniesz przed Netflixem, będziesz klikać pilotem i próbować znaleźć kolejny serial godny uwagi. Taka planszówka może Cię zainspirować do oglądania czegoś, czego jeszcze nie znasz.
Ok, odpłynęłam za daleko. Podsumowując: gra bardzo na tak. Tematyka nie do końca dla mnie. Ale wiem, że są ludzie, którym właśnie ona najbardziej przypasuje. Mam znajomych, którzy grali pół nocy i jeszcze im było mało. Za kilka dni znów przyjadą i obawiam się, że będzie mi ciężko wrzucić coś innego na stół, bo będą chcieli szukać agenta. Aczkolwiek nie ma co się dziwić, bo kooperacjo – imprezówek, które każą nam myśleć, nie ma aż tak wiele. Więc jeśli też chcecie pogłówkować i się czegoś nauczyć – Tajny Agent to dobry pomysł!
Podstawowe informacje:
Liczba graczy: 2 – 10 osób
Wiek: 10+
Czas gry: 30 minut
Autor: Kristian Amundsen Østby, Bard Tuseth
Ilustracje: Gjermund Bohne
Wydawca: Granna
Za grę dziękuję wydawnictwu: