Polowanie na Króla !

Wczoraj w końcu zmobilizowałam się, aby udzielać się w Kingowej grupie na Facebook’u i pochwaliłam się swoją zdobyczą. A dziś, zaplątałam się gdzieś w internecie i trafiłam na wpis, odnośnie słabej dostępności książek Króla. Ów tekst(http://www.subiektywnieoksiazkach.pl/2015/01/krol-jest-tylko-jeden-ale-w.html ) zainspirował mnie do napisania tutaj, o swoich łowieckich doświadczeniach.

Ten, kto usiłuje zebrać całą kolekcję, z pewnością wie, że upolowanie co niektórych egzemplarzy nie należy do zadań najłatwiejszych. Często nie jest to już nawet kwestia finansowa. Zdarza się, że zamierzamy poświęcić na prawdę wiele, wyzbyć się swoich oszczędności, ale przychodzi taki moment, że owych oszczędności nikt on nas przyjąć nie chce. Tzn. przyjąć pewnie by zechciał, ale nie ma co nam oferować w zamian. Trzeba szukać, grzebać w internecie, pytać ludzi, przewalać stosy książek w antykwariatach… Jest ciężko. Ale satysfakcja i radość, gdy w końcu coś nam się uda zdobyć, jest nie do opisania. Podobnie jak uczucie, który towarzyszy nam, gdy dorwiemy dobrą okazję i kupimy coś dosłownie za grosze.

Ja swoje zakupy często robię w antykwariatach. Nawet nie idę po nic konkretnego. Po prostu mniej więcej raz w tygodniu, staram się zrobić rundkę antykwariatową. Zawsze w tej samej kolejności. Zaczynając od tego, który jest najnowszy, najmniej przeze mnie znany, najmniej wyposażony w Kinga, za to z niewiadomych i nie zrozumiałych dla mnie przyczyn: bardzo tani. Ale o tym za moment.

Jeśli chodzi o ceny, to używane książki Mistrza zdarzają się być nie wiele tańsze od nowych, kupionych przez internet czy nawet w sklepach stacjonarnych. O ile jest to pozycja, którą trudno dostać, to w porządku. Ale jeśli jest to coś, co leży na każdej sklepowej półce, bez różnicy czy normalnej czy wirtualnej, uważam to już za przesadę. Antykwariaty te są najzwyczajniej drogie w ch… bardzo drogie. 30 zł, rzadko kiedy 20 – 25 zł, to spora kwota za coś noszącego ślady użytkowania, a niekiedy nawet zniszczenia. Oczywiście, jest to bardzo duże uogólnienie, bo wiadomo: książka książce nie równa. Ale ceny są kosmiczne, nie adekwatne i niekiedy wręcz śmieszne. Z tym właśnie przekonaniem rozpoczęłam tradycyjną rundkę antykwariatową i trafiłam do miejsca, które zaburzyło mój cały światopogląd, ucieszyło i sprawiło, że wyszłam odmieniona, byłam najszczęśliwszą Agą na świecie.

Odwiedziłam antykwariat. Tam od razu rzuciły mi się w oczy te trzy, piękne książki.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Nie chciałam ich kupować. W ogóle nie po to tam przyszłam. Uznałam, że póki co, nie kupuje Kinga, chyba, że trafię akurat na coś, co jest trudno dostępne. Coś mi świtało, że „Blaze” ciężko dostać, ale nie byłam pewna. Uznałam, że czas ćwiczyć silną wolę, koniec z tym, nie mam kasy, nie kupuję. Ale tak z ciekawości ściągnęłam ją z półki i aż zamarłam. Myślę sobie: „No dobra, co prawda nowa, nie używana, ale cieniutka jest, to może tyle kosztować przecież…”. Ściągnęłam „Talizman”, później „Czarny Dom”… Obie nowiutkie. Spojrzałam na ceny. Zamarłam. Zaczęłam zastanawiać się, czy ja coś źle widzę. A może to nie w złotówkach? O co chodzi? Już nie odłożyłam ich na półkę, bałam się, że ktoś mi zabierze. Rozglądałam się podejrzanie, jakbym spodziewała się jakiegoś ataku. Miałam już taką wizję, że ktoś się na mnie rzuci i zabierze mi książki. Szybko pobiegłam do kasy, nie wiedząc czy mnie stać. Ale umówiłam się, że w razie czego, zostawiam swoje nowe „dzieci” pod opieką sprzedawczyni i lecę do bankomatu. Na szczęście nie było takiej potrzeby. Uzbierałam jakieś drobne. Z resztą, wcale tak dużo do zbierania nie było. Ile?

Czarny Dom – 14 zł
Talizman – 14 zł
Blaze – 12 zł

Równe 40 zł. Tylko tyle, a tak dużo szczęścia. Mimo, iż od tego pięknego dnia, minęło już trochę czasu, to w dalszym ciągu, jaram się jak szkoła Carrie White. Chyba jeszcze bardziej, niż wtedy, gdy w sprytny sposób zdobyłam „Dallas ’63”. Ale o tym, może innym razem.

Dziwne to, że w XXI wieku, o książki musimy walczyć. Że nawet gdy mamy kasę, musimy na nie polować, co niekiedy jest cholernie męczące. Czy Wy też macie takie doświadczenia? Może pochwalicie się swoimi zdobyczami lub patentami na uzupełnianie kolekcji? 😉

2 myśli nt. „Polowanie na Króla !

  1. Ja miałam niestety taki problem w tym przypadku, że aby pracodawca zwróciła mi wydane pieniądze, musiałam mieć faktury na nowe książki, dlatego szukałam w księgarniach. Teraz planuję również pobuszować w antykwariatach i pewnie coś znajdę. A najbardziej szukam książki „To”. To mój must have!

    • Czasem nowe bardziej się opłaca niż te z antykwariatu. Ale jak słyszę o pracodawcy zwracającym kasę za książki, to aż mnie zazdrość roznosi… 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *