Pokłosie – Kacper Kotulak, Paulina J. Król, Jarosław Turowski, Juliusz Wojciechowicz, Marek Zychla

Pokłosie to antologia opowiadań w hołdzie Stephenowi Kingowi wypuszczona na rynek przez wydawnictwo Gmork. Twór ciekawy, intrygujący, ale też robiący spore zamieszanie.

Jeszcze przed premierą, w internecie spotkałam się z krytyką pomysłu. Ludzie twierdzili, że autorzy chcą się wypromować dzięki reklamowaniu się nazwiskiem znanego pisarza. Powiem tak, Ci, którzy choć trochę czytają polską grozę wiedzą, że te osoby takiej promocji nie potrzebują. Że wystarczającą promocją jest ich własne nazwisko na publikacji. Czyta się listę autorów i już wiadomo czy po książkę sięgać czy nie. Wabienie ludzi Kingiem nie jest konieczne, no, chyba, że ktoś czyta tylko literaturę zagraniczną. Kto został zwabiony przez „Pokłosie”, myślę, że nie pożałował.

O pomyśle na książkę dowiedziałam się podczas KFASON-u (Krakowski Festiwal Amatorów Strachu Obrzydzenia i Niepokoju), tuż po prelekcji Pauliny Król, Jarosława Turowskiego i Juliusza Wojciechowicza. Cała trójka przez godzinę opowiadała z zapałem o krótkich formach pisanych przez Kinga. Wybierali ulubione opowiadania i dogłębnie je analizowali. Wtedy właśnie pomyślałam, że są to odpowiedni ludzie na odpowiednim miejscu. Bo kto inny miałby pisać antologię w hołdzie królowi, jeśli nie fani znający dobrze jego twórczość, a przy tym znakomici pisarze, mający już swój literacki dorobek? Do tej trójcy dołączył Kacper Kotulak oraz Marek Zychla, którzy napisali do antologii po dwa teksty.

poklosie

Krótkim, bardzo krótkim wstępem uraczył nas nie kto inny, a Stefan Darda. Wstęp napradę nie długi, ale raczej nie chodziło tu o treść tylko o nazwisko polecacza.

Marek Zychla, swoim tekstem pt. „Chyba”, przenosi nas do Irlandii. Tekst podszyty niepewnością, zawahaniem. Wszystko poddawane jest w wątpliwość prze owe, magiczne tytułowe słowo. Słowo bardzo mi bliskie, zatem i tekst przypadł mi do gustu, choć nie przepdam za zakupami. Natomiast „Fhabhtanna” to tekst w którym główną rolę odgrywa pies. Może nie tak przerażający jak „Cujo”, jednakże też ma w sobie coś mrocznego a jego fantastyczne umiejętności pozwalają nie tylko zaintrygować, ale i przerazić czytelnika.

„To nie TO” jest tekstem, który już w tytule nawiązuje bezpośrednio do twórczości Mistrza. Kacper Kotulak, od razu wrzuca nas na głęboką wodę. Bez zabawy, bez owijania w bawełnę, po prostu, hop – tak w stylu Kinga. I taki też styl utrzymany jest do samego końca pasjonującej, klaunowej opowieści. Z kolei „Death Metal” tego samego autora, to tekst stosunkowo krótki, co wcale nie jest wadą. Złowroga gitara to iście mistrzowski, intrygujący pomysł, a także sprawnie przeprowadzona narracja.

Juliusz Wojciechowicz w opowiadaniu „Świniak”, wbrew pozorom nie wykorzystał zwierzęcia do odegrania głónej roli, tylko… rower. Ewidentne nawiązanie do „Christine” Kinga.

Jarosław Turowski wprowadza nas w „Cierniowy Dwór” gdzie od samego początku gra na naszych emocjach. Opowiadanie jest przepełnione smutkiem, ale i nienawiścią, determinacją. Przed młodą, główną bohaterką trudne zadanie, nie tylko ze względu na wyzwanie fizyczne, ale i ładunek emocjonalny z jakim musi sie uporać. Ładunek na tyle silny, że także czytelnikowi się oberwie.

„Status Quo” to tekst napisany przez jedyną kobietę w zbiorze. Tekst najdłuższy w antologii, bo liczący ponad sto stron. Jak dla mnie, mógłby liczyć o wiele więcej. Nawet nie obraziłabym się, gdyby był on odrębną publikacją. Może i tekst najmniej Kingowy, za to najbardziej przypadający mi do gustu. Paulina Król, już samym nazwiskiem nawiązuje do twórczości mistrza, zatem nic dziwnego, że tekst był taki dobry. Fabuły zdradzać nie będę, ale powiem tak. Czytam sporo antologii i w większości są one zwyczajnie przeciętne. Czasem zdarzy się jakiś lepszy tekst, czasem jakiś gorszy, ale to się wyrównuje i są one po prostu zwykłymi antologiami, przy których lekturze można się dobrze bawić, a później zapomnieć większość tekstów. „Status Quo” wyróżnia się nie tylko w Pokłosiu, ale i ogólnie na tle polskich antologii jakie miałam okazję przeczytać. Już dawno nie czytałam tak dobrego opowiadania, tak wciągającego, intrygującego i z tak dopracowaną cudowną narracją. Absolutnie mnie ono ujęło. Na nowo zakochałam się w twórczości Pauliny i z niecierpliwością będę wyczekiwać, aż w końcu napisze i wyda powieść, co mam nadzieję kiedyś nastąpi.

Wbrew pozorom, czytając „Pokłosie”, starałam się nie patrzeć na nie przez pryzmat twórczości Kinga. Fakt, że coś jest w hołdzie danemu autorowi, nie oznacza dla mnie, że musi być jego kopią. To bardziej opowiadania fanów, mniej lub bardziej inspirowane tekstami swego mistrza. Jak wyszło? Jak to w antologiach: nie równo. Gdyby usunąć ze zbioru jeden tekst, byłoby zwyczajnie, przeciętnie, nic specjalnego. Po prostu: dobrze. Ale tekstu nie usuwamy, jest on tam, siedzi, zajmując sporą część zbiorku, dzięki czemu jest: bardzo dobrze. Jak dla mnie Paulina Król ratuje tę publikację i z przeciętności wybija ją na coś rewelacyjnego. A gdyby dodać do tego mroczną okładkę, którą stworzył Darek Kocurek, a Gmork dołożył wszelkich starań, aby pięknie to wydać – książka staje się godna polecenia. Co też właśnie robię: polecam.


Lub bezpośrednio uwydawcy:
Pokłosie – miękka oprawa
Pokłosie – ebook

Recenzja ukazała się wcześniej na portalu: Kostnica.com.pl.

3 myśli nt. „Pokłosie – Kacper Kotulak, Paulina J. Król, Jarosław Turowski, Juliusz Wojciechowicz, Marek Zychla

  1. Pingback: Podsumowanie 2015, życzenia i inne takie | agapilecka.pl | Blog | Agnieszka Pilecka

  2. Pingback: Bez Znieczulenia - Juliusz Wojciechowicz - Zapowiedź - GMORK | agapilecka.pl | Blog | Agnieszka Pilecka

  3. Pingback: Bez znieczulenia - Juliusz Wojciechowicz | Recenzja | agapilecka.pl | Blog | Agnieszka Pilecka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *