Przegląd Końca Świata: Blackout – Mira Grant

Przegląd Końca Świata: Blackout to już niestety ostatnia część trylogii autorstwa Miry Grant. Trzy tomowy cykl z zombiakami został pięknie domknięty, ale mimo to trochę zaczyna się żałować, że to już koniec.

blackout

Autorka wymyśliła świat w sposób szczegółowy. A jeszcze więcej szczegółów nadała zagrożeniom, czyhającym w nim na każdym kroku. W owej rzeczywistości, blogi są głównym źródłem rzetelnych informacji. A ich twórcy, zawsze uzbrojeni, narażający swoje życie w celu poznania i opublikowania prawdy. Podczas rozmowy bohaterów pada pytanie, czy wszyscy blogerzy to wariaci. Odpowiedź jest twierdząca, co absolutnie mnie nie zdziwiło.

Muszę przyznać, że przez dwa tomy czekałam, aż wydarzy się pewna rzecz. Brakowało mi jej, irytowało mnie to, że jeszcze nie nastąpiła. O ile na początku trylogii myślałam, że już, lada moment, za chwilę to nastąpi, tak w połowie doszłam do wniosku, że może coś ze mną nie tak? Może ja sobie coś tylko uroiłam i nadinterpretuję fakty? Ale nie, doczekałam się. W końcu, dostałam to co chciałam. Moje oczekiwania zostały spełnione. Tylko, że teraz mam wątpliwości jak to potraktować. Czy jest to zaleta, że tyle czasu Mira trzymała nas w niepewności? A może jest to wada, bo ja się domyśliłam czegoś, co miało być elementem zaskoczenia, który w moim przypadku nie wypalił? Nie wiem, ale coś czuję, że to pytanie nie da mi spokoju…

Z tyłu na okładce możemy przeczytać opis. Jest tam jedno zdanie, mówiące o tym, że bohaterowie poszukują „legendarnego hakera Małpy”. Brzmi to dość idiotycznie, jak zapowiedź książeczki dla dzieciaków. Za każdym razem, jak Małpa został wspomniany, śmiałam się i jednocześnie czułam zażenowanie, że czytam coś takiego. Aczkolwiek gdy w końcu pojawił się wraz ze swoim równie durnowatym gangiem, zmieniłam zdanie. Rzecz jasna, nie od razu. Na początku było mi wstyd za to, co czytam, ale po chwili uznałam, że wątek ten jest zabawny. Infantylne zachowanie nie do końca normalnych bohaterów, ze zwierzęcymi ksywkami, było po prostu śmieszne. Dobra rozrywka, na rozładowanie dość napiętej atmosfery. Szansa na złapanie oddechu, uspokojenie się i później powrót, do stresowania się i przeżywania losów głównych bohaterów, którzy, jak to bywa u Miry, nie koniecznie muszą przeżyć. Także nie, książeczka dla dzieciaków to raczej nie jest.

Z resztą, im dalej czytałam, tym bardziej utwierdzałam się w tym, że jest to lektura dla dorosłych. Jest seks. I dobrze, że jest. Nawet jest wspomniany wątek homoseksualny. Niestety tylko delikatnie wspomniany, ale nadal jest, to się liczy. Jednakże to, co nie specjalnie mi się spodobało, to wzmianka o marihuanie, jako o czymś pozytywnym. Przedstawianie zalety trawy, w dodatku przez lekarza, zalecanie jej jednemu z bohaterów, choć było bardzo krótkim wątkiem, zaledwie jednym zdaniem, to jednak mnie zraziło. Może jestem przewrażliwiona z powodu mojego wykształcenia, jednakże dla mnie to spora wada.

W tej części mamy nie jednego, a dwóch narratorów. A w zasadzie to nawet trzech, bo w ostatnim rozdziale opowiada kto inny. Narracja jest naprzemienna, dzięki czemu widzimy wszystko z dwóch perspektyw a niekiedy znajdujemy się w dwóch różnych miejscach i przeskakujemy wątkami, niczym w serialu. Bardzo dobrze się to czyta. Z pewnością jest to sporym urozmaiceniem. Dzięki temu zabiegowi, rozdziały są krótsze niż w poprzednich częściach A jako, że struktura w książce została zachowana, to mamy więcej zapisków z blogów bohaterów, a także wysyłanych prywatnych wiadomości, które zawsze były na końcu. Więcej rozdziałów = więcej „bonusów” w postaci tego typu treści.

Relacje, emocje, życie, śmierć, eksperymenty dużo wariactwa i oczywiście zombie. Jednakże nie zombie są tu najważniejsze. Blackout, jak i poprzednie części, nie jest powieścią typowo o zombie, one stanowią raczej tło dla wspaniałej powieści. To coś jakby thriller polityczno- psychologiczny z domieszką medycznych zagadnień i mnóstwa technicznych i militarnych ciekawostek. Taka klasyfikacja wydaje mi się być najodpowiedniejsza. Z resztą, jakikolwiek gatunek by to nie był, czyta się dobrze i autorka doskonale wie co robi, tworząc takie dzieło. Szkoda tylko, że to już koniec.




Za książkę dziękuję wydawnictwu:

Wydawnictwo SQN