Dziewczyny, na start! – Katarzyna Karpa, Anna Karpa

„Dziewczyny, na start!” to książka napisana w duecie przez matkę i córkę. Katarzyna Karpa to wicemistrzyni Polski w pieszych maratonach na orientację na dystansie 50 km, a także dziennikarka i zapalona biegaczka. Swą pasją do biegania zaraziła swoją mamę. Anna Karpa jest świetnym dowodem na to, że treningi można rozpocząć w każdym wieku. Kobiety dzielą się swymi doświadczeniami w książce wydanej przez wydawnictwo Helion.

Rzecz jaka pierwsza rzuca nam się w oczy to oprawa graficzna. Książka przepełniona jest mnóstwem kolorowych fotografii. Zdjęcia co prawda nie zawsze są dobrej jakości, wiele z nich jest irytująco rozpikselowanych, ale powodem jest to, że w dużej mierze są robione na trasie przez samą autorkę. Z resztą, jak możemy przeczytać na okładce, Katarzyna jest „mistrzynią biegowych selfie”. Dlatego też niektóre zdjęcia pozostawiają wiele do życzenia, jeśli chodzi o ich jakość. Kolorystyka zawarta w książce jest minimalistyczna, ale ładna i bardzo spójna. Strony z tekstem zdobią pasy szarości i zieleni (limonkowej zieleni – choć może tylko ja tak nazywam ów kolor).

Książka podzielona jest na kilkanaście działów tematycznych. Wszystko jest ładnie uporządkowane, choć jeden wątek pojawia się niemal wszędzie. Mam oczywiście na myśli psa Łyska. Muszę przyznać, że pies ten intryguje mnie niesamowicie. A raczej jego udział w zawodach. * [Tu wyszła mi wielka dygresja, nie usuwam tylko przerzucam na sam koniec wpisu, gdyż z recenzją nie ma to związku]

Publikacja ta jest bardzo motywująca, a przynajmniej dla mnie taka była. Ledwo zaczęłam czytać, a już zapragnęłam wyjść z domu i pobiegać, co z resztą uczyniłam. Anna Karpa opowiada nam o swych początkach, o tym jak została lekko zmanipulowana przez córkę by rozpocząć treningi. Początkowe biegi w jeansach mogą nas rozśmieszyć, ale tym wyraźniej widać przemianę jaka nastąpiła. Dzięki tej historii, możemy uwierzyć, że każdy jest w stanie osiągać sukcesy w tym sporcie. Każdy, nawet dobrze po pięćdziesiątce, może rozpocząć przygodę z bieganiem.

Jednakże nie tylko historia Anny popycha nas do działania. Katarzyna Karpa bardzo dużo opowiada o swoich startach w zawodach. Przywołuje ciekawe sytuacje i bawi nas historiami z zawodów. W dużej mierze nie są to jednak zwykłe zawody biegowe, a biegi na orientację. Z początku byłam tym zawiedziona, jednakże czytając dalej, sama nabrałam chęci na tego typu wypad. Choć moja orientacja w terenie praktycznie nie istnieje, nie przepadam za tego typu aktywnościami, to czytając o tym, nabrałam chęci na taką formę spędzania czasu.

dzieczyny na start

Zarówno Anna Karpa jak i jej córka, opowiadają o tym co przeżyły w taki sposób, że chce się zostawić książkę i ruszyć cztery litery, by spędzić czas aktywnie. Jednakże trudno jest odłożyć książkę, bo ciekawość nam na to nie pozwala. Zatem czytamy dalej i dopiero gdy zakończymy rozdział, możemy się przebrać i wybiec z domu, by sprawdzić w praktyce to, o czym mówią.

W publikacji zabrakło mi rozwinięcia takich wątków jak rozciąganie i rozgrzewka. Za to temat z jedzeniem zrekompensował mi to w pełni. Katarzyna podaje nam kilka smakowitych przepisów. Szczerze mówiąc, już nie mogę się doczekać kiedy je wypróbuje. Pochodzą one z jej strony: www.jemwdomu.pl.

Z tego co zdążyłam się zorientować, autorka ma mnóstwo stron, profili i wciąż zakłada nowe, lub trzaska kolejne wydarzenia na Facebooku. Pierwsza myśl: uzależnienie. Ale później zobaczyłam, że to dziennikarka, więc tego typu zachowanie wpisane jest w zawód. Nie mniej, dzięki temu po skończeniu lektury, mogę dalej drążyć temat, szukać informacji, przeglądać zdjęcia autorek. To świetna inicjatywa. Świetna, bo bardzo motywująca. Trochę żałuję, że już skończyłam książkę, ale pocieszam się tym, że w sieci znajdę dużo więcej.

„Dziewczyny, na start!” to nietypowa książka biegowa. Nie zawiera suchych faktów, informacji czy wskazówek. Ma rzecz o wiele cenniejszą: doświadczenie. Doświadczenie spisane przez dwie, prawdziwe i jakże różne osoby. Osoby, które krok po kroku oprowadzają nas po swoim cudownym, biegowym świecie. A robią to w tak wspaniały i lekki sposób, że aż mamy ochotę wstać z kanapy i stworzyć swój biegowy świat. Ruszyć się i rozpocząć swoją prywatną biego- przygodę. I dokładnie to uczynię niebawem!

Za książkę dziękuję wydawnictwu:





* [wspomniana dygresja]
Czytając zastanawiałam się czy to jest dozwolone, aby biec z psem, podczas gdy inni biegają sami? Kiedyś, dawno, dawno temu, gdy nienawidziłam biegania, chcąc nie chcąc kilkukrotnie biegałam z psami. Husky, uprząż dla psa, uprząż dla mnie i wio do lasu. I wtedy stwierdziłam, że bieganie zwykłe jest do kitu, ale takie bieganie jest super, bo człowiek w ogóle się nie męczy. Pies wykonuje całą robotę, a człowiek musi tylko od czasu do czasu podnieść nogę. Czułam się, jakbym była na księżycu (tak mi się wydaje, że takie uczucie na księżycu by mi towarzyszyło). Leciałam przez las kilometrami, w ogóle nie odczuwając zmęczenia. To było cudowne, niesamowite uczucie. Ale zwykłego biegania nadal nienawidziłam. No i tu mi się pojawiło to pytanie w głowie: czy tak można? Czy to jest fair wobec innych, samotnych biegaczy startujących na zawodach? No i z takim pytaniem pozostałam, bo pojęcia nie mam.

Jedna myśl nt. „Dziewczyny, na start! – Katarzyna Karpa, Anna Karpa

  1. Pingback: Park Tour – Park im. Ronalda Reagana – Gdańsk – 20.08.2017 | agapilecka.pl | Blog | Agnieszka Pilecka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *