Black and White Coffee – Gdynia

Rzadko mi się to zdarza, staram się tego unikać, ale wczoraj tak wyszło, że byłam w Gdyni. Zostały nam jeszcze ze dwie godziny wolnego przed zajęciami w Jumpcity, więc uznałam, że trzeba wypić kawę. Pomysł bardzo dobry, bo kawa zawsze jest dobrym pomysłem. Zatem udaliśmy się w poszukiwaniu najbliższej kawiarni, żeby za daleko nie chodzić.

Trafiliśmy do kawiarnio- sklepu, który oferuje dodatkowo różne baristyczne akcesoria. Tam poinformowali nas, że owszem, herbatę możemy wypić, ale kawy już niestety nie, skończyła się. Na początku myślałam, że to jakiś Gdyński żart, specyficzne poczucie humoru, czy też spóźniony kawał Prima Aprilisowy. Do tej pory ciężko mi uwierzyć, że w takim miejscu kawa potrafi się skończyć, ale jak widać, tak się stało. Albo też żart wymknął się spod kontroli i zabrnął tak daleko, że koleś stracił dwójkę spragnionych klientów. Zawiedzeni, spytaliśmy gdzie w pobliżu jest konkurencja. „Black and White Coffee” – powiedział i wytłumaczył gdzie to. Poinformował też, że właścicielem jest jakiś super, hiper barista, mistrz czegoś tam i coś tam. Brzmiało poważnie. Trochę obawiałam się tej powagi, ale zaryzykowaliśmy.

Z zewnątrz takie niepozorne, malutkie miejsce. W środku w dalszym ciągu niewielkie, ale zachwycające. Mnóstwo kawy, ekspresów, wszystkiego. Pełno i kolorowo wokół baru, aż nie wiadomo na czym oko zawiesić. Nie wiadomo co wybrać. Na szczęście przybiegł właściciel i nas poratował. Powiedziałam, że chcę dużą czarną kawę, myśląc, że w ten sposób dokonałam wyboru. Pojawiło się kilka pytań i szybka propozycja jakiegoś gatunku. Nie znam się, przyznaję bez bicia. Dlatego też zaufałam temu wyborowi. „Nie pozwolono” nam wziąć dwóch takich samych kaw, co było bardzo dobrym posunięciem. No, bo przecież po co pić jedną dobrą, skoro można skosztować dwóch, prawda?

Nie lubię ciast. Nie lubię ciasteczek. Zwyczajnie takie rzeczy mnie nie kręcą. Dlatego też zamówiliśmy jedno ciacho, cytrynowe, którego nie planowałam ruszać. Jednakże zostałam przekonana do wzięcia dwóch widelczyków. A ciasto tak na mnie spoglądało, że jednak mu uległam. Cholera, jakie to było dobre…

To nie brzmi jak ja. Nie chcę ciasta, wciskają mi widelczyk i za moment jem ciasto. Chcę dwie takie same kawy, sugerują mi, że mam wziąć różne, a ja temu ulegam. Może w normalnych warunkach bym się tak nie zachowała. Ale Black and White Coffee, to nie są normalne warunki. Tutaj pyszną kawę przyrządza Leszek Jędrasik. I już odkąd przekroczymy próg jego kawiarni, wiemy, że w pewnych kwestiach można mu zaufać. W kwestii doboru kawy, dopasowania ciasta, czy nawet decyzji: czy zjeść ciasto czy nie. Od początku wiemy, że facet zna się na rzeczy, że wie co robi i w pełni można polegać na jego osądach w kawowych kwestiach. A poza tym, że wie co robi, to widać, że kocha tę swoją robotę i to jest w tym najpiękniejsze.

Mnóstwo dyplomów wiszących na ścianie, zobaczyłam dopiero pod koniec. Dyplomy to jedno, pasja to zupełnie co innego. Facet kocha kawę, żyje tą kawą. Jest tą kawą całym sobą! Opowieści o tym napoju pełne zaangażowania, optymizmu pozwoliły mi nie martwić się niczym. Mam problemy z podejmowaniem jakichkolwiek decyzji. Będąc w restauracji siedzę i wpatruję się w menu przez niesamowicie długi czas. Tu odpowiedziałam na kilka pytań odnośnie moich kawowych preferencji i już niczym się nie martwiłam. Usiedliśmy a po chwili „przyszła” kawa.

b&w coffee

Zawsze wkurzam się, że jak proszę gdzieś o dużą czarną, to dostaje filiżankę. Sporadycznie zdarza się, że filiżanka jest duża. Może kilka razy w życiu, udało mi się załatwić kubek, co i tak nie było dla mnie satysfakcjonującą ilością napoju, za to cena była taka, że szukałam w cieczy opiłków złota, myśląc, że to jest przyczyną podanej kwoty. A tutaj przeżyłam szok. Owszem, dostaliśmy filiżanki, ale puste. Do tego szklane dzbanuszki, z karteczką informującą co pijemy, skąd pochodzi itd. Dzbanuszki nie pozorne, ale 450 ml każdy. Do tego sugestia, którą spróbować najpierw. Tak też zrobiliśmy. Obie były pyszne, ale co ciekawe, po „degustacji” zastanawialiśmy się co dalej i padło pytanie:
– Którą wolisz?
– Ja wolę „moją”.
– To dobrze, bo ja wolę „moją”.

Wniosek? Kawy zostały dobrze dobrane. Pewnie będąc w innym miejscu, zaskoczyłoby mnie to. Ale przecież to Black and White Coffee, nie mogło być inaczej.

Powiem szczerze, że nie wiem czy w jakimś miejscu spotkałam się z taką atmosferą. W pewnym momencie zapomniałam, że wypadałoby zapłacić. Czułam się jakbyśmy wpadli do dobrego kumpla, posiedzieć, pogadać o jego zainteresowaniach. Z kolei płacąc, poczułam się jakbym miała jakąś kartę stałego klienta, czy inną zniżkę co najmniej 50%. Tak tanio, tak smacznie i tak przyjemnie… Gdzie haczyk? Jeszcze na koniec padła propozycja wypicia espresso na koszt firmy, ale musieliśmy odmówić, bo serca by nam wybuchły. Wybuchające serca to zły pomysł, bo nie moglibyśmy już tam wrócić, a to wielka strata.

Jeśli dla kogoś pyszna kawa, super ciacha, wspaniała atmosfera, przemiła i kompetentna obsługa to za mało, jest coś jeszcze. Nie bez powodu pisałam, że miejsce to jest zachwycające. Niby małe szczególiki, ale wywołują uśmiech i są miłym akcentem. W toalecie mamy przyczepione kartoniki na dozownikach. Jest „mydło dla pań”, „mydło dla panów”. A powyżej na ścianie możemy przeczytać: „lustro dla pań i panów”. Nie wspominając już o tym, że przy barze stoją szklanki, karafki z wodą i informacją, żeby się poczęstować. Nigdy nie widziałam czegoś takiego, ale urzekło mnie. Jest to na swój sposób urocze.

Dziwnie tak, w samych superlatywach… Minus jest taki, że nie ma tam za wiele miejsca. Bardzo kameralnie, nie wiem jak to będzie przy większej ilości osób. Może kiedyś lokal się powiększy, albo zmieni się jego miejsce? Jeśli tak, to przy okazji można by zlikwidować największą wadę, jaką jest: umiejscowienie kawiarni w Gdyni! Serio, Black and White Coffee, jeśli kiedykolwiek zamierzacie się przeprowadzać, zapraszam do Gdańska. Jak będziecie blisko, wyrzucam wszystkie akcesoria kawowe i piję tylko u Was, codziennie!

No, a jeśli miejscówka się nie zmieni, to trudno, raz na jakiś czas będę MUSIAŁA Was odwiedzić. Jedna rzecz jest pewna: dodaliście punkt, do niewielkiej puli powodów podróży do Gdyni. Dziękuję Wam za to i do zobaczenia!

PS Co ciekawe, zawsze, gdziekolwiek jestem, trzasnę chociaż jedno zdjęcie. Nawet jeśli nigdy go nie użyję lub zapomnę o jego istnieniu i tak je zrobię. Tu nie zrobiłam żadnego. Było inaczej, fajniej, lepiej. Trochę żałuję, ale spoko, następnym razem to pewnie nadrobię. Zdjęcia możecie wynaleźć chociażby na fejsie. A żebyście za dużo szukać nie musieli, ułatwię Wam życie.

Black and White Coffee
ul. Władysława IV 28, Gdynia
bwcoffee.pl
Black and White Coffee na Facebook’u

3 myśli nt. „Black and White Coffee – Gdynia

  1. Pingback: Drugi kwartał 2016 – Podsumowanie | agapilecka.pl | Blog | Agnieszka Pilecka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *