Bieg Kobiet 2016 – Gdynia

Bieg Kobiet to cykliczna impreza organizowana w czterech miastach w Polsce. Wrocław, Świdnica, Poznań oraz najbliższa mi (ale tylko geograficznie): Gdynia. Za całą akcję odpowiedzialna jest tzw. Kobieta w biegu, czyli mega pozytywna: Marzena Michalec.

Hasło imprezy brzmi: „Zawsze Pier(w)si”, co dość dosadnie sugeruje nam, że do czynienia będziemy mieć z piersiami. Ale czy cycki są tu tylko po to, by zwabić więcej osób? Raczej nie, ale jeśli kogoś to przyciągnie, tym lepiej. Głównym zadaniem biegu jest uświadamianie ludzi i promowanie profilaktyki raka piersi. Uważam, że cel bardzo istotny. Na tyle istotny, że skłonił mnie do rozważań pt: „A może też wezmę udział?”

Przyznaję, długo się wahałam. Tak długo, że aż lista została zamknięta. Na szczęście sporo osób zrezygnowało i z pomocą niezastąpionej wciąż zabieganej koordynatorki, udało mi się dostać. Moje wątpliwości wynikały z tego, że nigdy w życiu nie byłam na zawodach. Tak na serio (na serio = nie zrezygnowałam po trzech wyjściach z domu lub 10 minutach powłóczenia nogami, jak to było dotychczas) biegam od 2 czy 2,5 miesiąca? Biegam to też za dużo powiedziane. A odkąd stosuję metodę marszo-biegu, to już całkowicie się rozleniwiłam i często tak sobie odpuszczam, że więcej idę niż biegnę. Dlatego też, nie byłam nawet w stanie realnie ocenić, czy dam radę przebiec 5km na zawodach. Biegałam tyle, czasem więcej, ale z przerwami na marsz. Nie wiedziałam czy zdołam zwyczajnie przebiec ten dystans. Cóż, musiałam wziąć udział, aby się przekonać, nie?

Postawiłam sobie trzy cele. Takie trzy stopnie, po których będę się wspinać. Aczkolwiek już osiągnięcie tego pierwszego, byłoby dla mnie wystarczające i satysfakcjonujące.
1. Zmieszczę się w jednej godzinie. Taki był podany limit, na ukończenie trasy. A zarazem argument, by ten bieg był moim pierwszym. Niedawno zaobserwowałam, że szybciej chodzę niż biegam. Zatem stwierdziłam, że jak już nie dam rady biec, to pójdę, albo zwyczajnie się doczołgam – powinnam zdążyć w tym czasie.
2. Nie będę ostatnia. No, bo uznałam, że tak głupio jakoś będzie. Chociaż w sumie, ktoś ostatni być musi. No i jak się okazało, nie jest źle być na końcu, bo za to też dostaje się nagrody.
3. Nie będę przechodzić do marszu, sam bieg! Ten cel sobie założyłam, ale tak dosyć luźno. Był sobie, ale raczej nie sądziłam, że go zrealizuję. A jednak…

Trzy założenia, wszystkie zrealizowane. Zatem można uznać, że mój pierwszy bieg był pewnego rodzaju sukcesem. A już z pewnością, że dał mi mega satysfakcję, bo zrobiłam to co chciałam a przy tym świetnie się bawiłam. Jednakże nie bawiłabym się tak świetnie, gdyby nie ci wszyscy ludzie. To jest właśnie to, że jak biegam sama, to sobie odpuszczam. A tutaj jest tłum, który niesie. W tym przypadku było to około tysiąca kobiet w pięknych, niebieskich koszulkach. Wyglądało to jak wielki pochód Smurfów. I te Smurfy gnały do przodu, dopingowały się wzajemnie i sprawiały, że chciało się stawiać kolejne kroki na Bulwarze Nadmorskim w Gdyni.

bieg kobiet

Kopa motywacyjnego dawali też ludzie rozstawieni przy trasie. Ale to, co najbardziej wyrzucało mnie do przodu to zespół L’ombelico del Mondo, który nam bębnił w okolicach startu/mety. Za każdym razem, gdy ich mijałam, gdy ich muzyka sięgała do moich uszu, dostawałam takiego powera, że starczało go na pół kolejnego okrążenia. Dzięki Wam za to!

Z pewnością w dobry nastrój pomógł też wejść Nikodem, który był żywą reklamą Primavery i poprowadził nam krótką, ale dynamiczną rozgrzewkę. Fajnie jest pokicać sobie po trawie, w słońcu, w rytm między innymi, wyżej wspomnianego zespołu. Co ciekawe, zespół kicał z nami. Stałam obok i jak widziałam jak ci ludzie skaczą z tymi wielkimi bębnami, to nie mogłam wyjść z podziwu. Tak skakali, że myślałam, że z nami pobiegną. Dla mnie z pewnością byłoby to pomocne, jakby całą trasę taki bębniarz śmigał obok i wyznaczał mi rytm.

Atmosferę podkręcał też konferansjer, który pomimo ciągłego reklamowania i powtarzania niektórych rzeczy, o dziwo, nie był irytujący, a wręcz całkiem przyjemnie się go słuchało. Krążył to tu, to tam, a podczas samego biegu sterczał przy mecie i przybijając piątkę, w magiczny sposób dodawał rozpędu.

Ciężko mi ocenić jak tu było z organizacją, bo nie mam żadnego porównania. Nie wiem jak jest na biegach i każdy kolejny, będę porównywać do tego, pierwszego. Ale nie zauważyłam nic, do czego mogłabym się przyczepić. W kwestii organizacyjnej nic mnie nie zdenerwowało, wręcz przeciwnie. Osoby pomagające i dbające o to, żeby wszystko miało ręce i nogi, były przesympatyczne. Z pewnością będę pamiętać kobietę, która próbowała wmusić we mnie kolejnego „Michałka” z wielkiego kartonu z którym krążyła po okolicy (jeśli jakimś cudem to czytasz, to pozdrawiam bardzo, bardzo!). Uśmiech i pozytywna energia nie opuściły mnie do tej pory, nadal się utrzymują, więc jest nieźle.

Wyniki były już na stronie, zanim zdążyłam dojechać do domu. Bardzo szybko się z tym uporali. I muszę przyznać, że jak na osobę , która planowała tylko doczołgać się do mety, nie jest ze mną tak źle. W zasadzie to byłam zszokowana osiągniętym rezultatem. A co najważniejsze, byłam zszokowana, że było aż tak fajnie.

Ale największą furorę robił różowy billboard z nazwiskami wszystkich uczestniczek. Niby nic, kawał materiału z nadrukiem, ale atrakcja niesamowita. Każda chciała odnaleźć swoje nazwisko w tym gąszczu liter. Miejsce było cały czas oblegane i obfotografowane mnóstwo razy. Świetny pomysł.

Ogólnie myślę, że to była bardzo dobra decyzja, żeby wystartować. I tak jak przypuszczałam, to idealny bieg na start. Sporo osób, które podobnie jak ja, biegną nie dla wyniku, a dla idei. Na spokojnie, bez spiny, z uśmiechem na twarzy. Dlatego jeśli nie macie za sobą żadnego startu, a nieśmiało rozważacie opcję zawodów, to bez wahania mogę Wam polecić tę imprezę. Kolejna edycja odbędzie się w Poznaniu, 1.10. Już można się zapisywać. Nawet zastanawiam się, czy nie ruszyć tam na biegową wycieczkę…

Bieg Kobiet był biegiem udanym. Osiągnęłam to, co zaplanowałam. Jestem usatysfakcjonowana i naładowana do dalszego działania. Był to też mój pierwszy bieg. Ale już teraz wiem, że z pewnością nie ostatni! Dzięki!

Dystans: 5 km
Numer startowy: 746
Miejsce w kategorii OPEN: 851
Miejsce w kategorii wiekowej: 268
Pierwsza pętla: 00:17:41
Czas brutto: 00:33:44
Czas netto: 00:32:19

3 myśli nt. „Bieg Kobiet 2016 – Gdynia

  1. Bardzo mi miło, że byłaś z nami i takim akcentem kończysz gdyńską przygodę 🙂 Niech bieganie będzie dla Ciebie inspiracją! Piękny debiut, trzymam za Ciebie kciuki, czasami pisz jak leci u Ciebie. Pzdr Marzena 🙂

    • Dzięki, dzięki! 😉
      Nieśmiało rozważam ten Poznań, choć nie wiem czy uda mi się terminowo zgrać. Ale z pewnością najpóźniej za rok się spotkamy! Tak więc do zobaczenia! 😉

  2. Pingback: Bieg Kobiet 2017 – Gdynia | agapilecka.pl | Blog | Agnieszka Pilecka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *