Szczęśliwice Wielkie
Szczęśliwice Wielkie to bardzo przyjemna, atrakcyjna, a jednocześnie szybka gra. Od samego początku na myśl przywodziła mi Łąkę, choć przypuszczam, że to dlatego, że całkiem niedawno ją rozgrywałam. Oczywiście podobieństwa kończą się na tym, że i tu i tu potrzebujemy danego typu kart/symboli, by móc zrobić coś dalej. No i tak jak teraz o tym piszę, to myślę sobie, że równie dobrze można przyrównać to do wielu innych gier, bo to żadne porównanie. Niemniej jedno jest pewne: Łąkę pokochałam i Szczęśliwice Wielkie także. Choć to drugie jest o wiele, wiele krótsze. A czy to dobrze? Zaraz Wam o tym opowiem.

O co w tym wszystkim chodzi?
Chodzi o to by zbudować swoje szczęśliwe miasteczko. Na start mamy szczęśliwy sklepik i dwa pieniążki. Kolejno odsłaniamy karty na stole, następnie decydujemy co chcemy kupić lub nie kupujemy nic a w zamian dopieramy kolejną monetę. Gra kończy się gdy jeden z graczy będzie miał uzbieranych dziesięć kart. I to jest właśnie ten moment gdzie mówię, czy wręcz krzyczę: „Za mało!” To jest ten etap, gdzie pojawia się we mnie bunt, bo gdy już w końcu zaczyna nieźle „zarabiać”, to gra dobiega końca. Rozkręcam się, pragnę więcej, chcę jeszcze bardziej urozmaicić swoje miasteczko, zaludnić, zarobić, uszczęśliwić, jestem na dobrej drodze do stworzenia super szczęśliwego imperium i… gra dobiega końca.

Po każdej rozgrywce czuję duży niedosyt. Ten niedosyt jest sporym minusem. A jednocześnie przyczynia się do tego, że rozkładam karty jeszcze raz, chcę kolejnej partyjki, bo gra ta jest regrywalna i ciężko się od niej oderwać, na co oczywiście wpływ ma także piękna, kolorowa grafika.
Co mamy w pudle?
- 140 kart
- 30 żetonów
- instrukcję

Zalety:
-różne warianty
– zabawne karty
– ładne grafiki
– małe pudełko
– prosta mechanika
– szybka rozgrywka
– duża regrywalność
– piękne pudełko
– dobrze się skaluje

Wady:
- za krótka
- nielogiczna wypraska

Czy warto budować miasto?
Warto, choć jak już wspomniałam, z przyjemnością budowałabym je dłużej. Tutaj trzeba się śpieszyć i jednak ten niedosyt pozostawia mocny ślad, aż do następnej partii, która jak nie trudno się domyślić, następuje bardzo szybko.

Budowanie szczęśliwego miasta jest dla mnie niesamowitą frajdą, zwłaszcza, że są różne warianty. Łatwiejszy, trudniejszy, ale wszystkie zawierają piękne, kolorowe karty i całkiem zabawne nazwy miejsc, które możemy wybudować.

W zasadzie to nie pozostaje mi nic innego jak powiedzieć, że jeśli chcecie małe pudełeczko skrywające prostą, lecz nie banalną grę. Coś ładnego, przyjemnego, szybkiego, ale wymagające kombinowania, delikatnego myślenia i minimum strategii, to jest to odpowiednia gra dla Was. Osobiście jestem bardzo na tak, choć jest to tytuł niezbyt wymagający i bardziej dla początkujących graczy niż starych wyjadaczy, ale z pewnością nie raz zagości u mnie na stole, mimo iż zapewne nigdy nie będę zaczynać rozgrywki, bo gracz pierwszy to ten, który jest najszczęśliwszy. Choć dla mnie to duża zaleta, bo nie lubię zaczynać, więc tym chętniej siadam do tego tytułu, wiedząc, że jestem bezpieczna, bo rozpocząć może każdy, ale nie ja!

A tak już całkiem poważnie, to ciężko mi się tu do czegoś tak porządnie przyczepić. Nie rozumiem wypraski w pudełku, jest dla mnie nie do końca logiczna i nie wiem gdzie co pakować by miało to sens. Pewnie tu można by coś pokombinować, zmienić, dopracować. Ale to jest taki szczegół, że nawet nie wiem po co się nad tym zastanawiam. Jako prosta i szybka gra, Szczęśliwice są idealne i w tej kwestii nie mam już nic więcej do dodania!

Podstawowe informacje:
Liczba graczy: 2 – 5
Wiek: 10+
Czas gry: 30 minut
Autorzy: Airu i Toshiki Sato
Za grę dziękuję wydawnictwu: