Park Tour – Park Kolibki – Gdynia – 30.09.2017

Odbył się kolejny bieg z cyklu Park Tour. Tym razem padło na Gdynię. W Parku Kolibki byłam po raz pierwszy, ale bardzo możliwe, że nie ostatni.

Mój plan na 30.09.2017 wyglądał następująco:
1. Wstać wcześnie.
2. Jak się nie uda pkt.1, to po prostu wstać.
3. Pojechać do Gdyni i odebrać pakiet startowy na bieg.
4. Doczołgać się jakoś do mety na ParkTour w Gdyni.
5. Znaleźć w okolicy najbliższą siłownię czy inny fitness.
6. Wbić do znalezionego obiektu na Multisporta, tylko po to, by się umyć po biegu.
7. Jechać do urzędu na ślub.
8. Nie smucić się, jeśli pkt. 7 się nie powiedzie, ważne, żeby udało się z pkt. 9.
9. Iść na wesele czy cośtam poślubne i się nażreć po biegu.
10. Wrócić do domu i cieszyć się, że jestem w domu!

Czyli mówiąc krótko: straszliwie nie chciało mi się nawet wychodzić z domu. Najchętniej zakopałabym się pod kołdrą i tam spędziła całą sobotę. No, ale niestety, cykliczne biegi mają to do siebie, że się na nie idzie. Chciałam kolejny medal, drugi z trzech, bo tak fajnie się łączą, pasują do siebie tworząc całość. Chcesz komplet medali? Musisz ruszyć dupę i pobiec.

Tak też zrobiłam. Nie bez powodu tego dnia ubrałam taką koszulkę, jaką ubrałam. T-shirt od „Biegam, bo mnie ludzkość wkurwia” doskonale przedstawiał moje nastawienie do świata. A tekst „Mam na to wybiegane”, wspaniale oddawał to, że absolutnie nie interesuje mnie wynik tego dnia. W zasadzie to nic mnie nie interesowało. Poszłam żeby to przebiec i już. Limit czasu 1,5 h raczej nie pozwalał na to, by nie zmieścić się w czasie. Nie wiem jak musiałabym się starać, by tego dokonać.

Pojechałam, odebrałam biedny pakiet: numer startowy, chip do pomiaru czasu. Wzięłam cztery agrafki i wróciłam do samochodu się przebrać i zainstalować to wszystko na swoich ciuchach. A, w międzyczasie chciałam jeszcze znaleźć geocache’a, niestety bieg dzieci przebiegał w tym miejscu, więc musiałam odpuścić. Co ciekawe, psy, które nieopodal odbywały treningi, miały o wiele większy doping niż dzieciaki, co bardzo mnie rozbawiło.

Ubrałam się, w międzyczasie spotkałam moich prywatnych kibiców i zdjęciorobów pod postacią rodziców i udaliśmy się w okolice startu. Na biegach z serii Park Tour, niestety nie ma czegoś takiego jak rozgrzewka. Pełno ludzi, niezależnie kica sobie po trawie. I tak podczas tego kicania, udało mi się wypatrzyć Justynę i Agatę. Ok, to ja zostałam wypatrzona. Jestem słaba w wypatrywaniu ludzi, bo: 1. nie widzę. 2. jak widzę, to nie poznaję. Dziewczyny poznałam w taki sposób, że kilka razy byłyśmy na tych samych biegach, a że tempo mamy zbliżone, to „moi ludzie” kilkakrotnie ustrzelili je na zdjęciach, które później wrzucałam na fejsa. Teraz miałyśmy okazję poznać się oficjalnie, przed biegiem. No i tyle.

Tradycyjnie, jakaś przedbiegowa paplanina przez mikrofon. Nie wiem czy byłam zaspana, czy koleś powiedział, że ta trasa jest wyjątkowo prosta i płaska. Ucieszyło mnie to, bo oczywiście nie znałam trasy, nie chciało mi się z nią zapoznawać przed biegiem. Jak się okazało, bardzo źle usłyszałam/zrozumiałam lub on coś źle powiedział. Przekonałam się o tym już na samym początku.

Przygotowanie do startu. Ustawiamy się. Mam wątpliwości odnośnie wiązania mojego lewego buta. W końcu uznaję, że chyba jednak jest ok i coś mi się wydawało. W momencie gdy zaczyna się odliczanie i do startu zostało dziesięć sekund, uświadamiam sobie, że jednak mi się nie wydawało i but jest zdecydowanie za luźny. W pierwszej chwili chcę go poprawić, ale wykrzyczane przez mikrofon pięć sekund do startu skutecznie mnie zniechęca i postanawiam dalej trzymać się dewizy z koszulki: „Mam na to wybiegane!”. Start. Lecimy! Tzn. biegniemy! A w zasadzie to idziemy, bo wiadomo jak wyglądają początki biegu.

gdynia2

Gdy tylko przekroczyłam linię startu i zaczęłam biec, zrozumiałam, że usłyszany w mojej głowie tekst o płaskiej trasie to totalna bzdura. Bieg rozpoczynał się podbiegiem. „Piękny start!” – pomyślałam. – „Jeśli takie atrakcje są na początku, wolę nie wiedzieć co będzie dalej.” No i nie wiele się pomyliłam. Po podbiegu czekał mnie zbieg po luźnych kamieniach. Poczułam się trochę jak w górach, co przywołało miłe wspomnienia i wywołało uśmiech na mojej twarzy. Następnie kawałek alejki parkowej, po czym trasa skręciła w wąską, jednoosobową, leśną ścieżynkę. Wąski kawałek pełen drzew, zaczęłam zastanawiać się czy to bieg leśny czy parkowy. Ostry zbieg w dół, dla kilku osób zakończył się upadkiem, na szczęście nie dla mnie. Następnie trasa wiodła skarpą. Biegliśmy po klifie Orłowskim. Dobrze, że były taśmy oznaczające koniec, bo inaczej o wiele łatwiej byłoby się stoczyć do przepaści. Piękny widok, szkoda, że nikt poza moim fotografem nie dotarł w tamte rejony. Myślałam, że to koniec atrakcji, ale najgorsze było dopiero przede mną: bieg przez plażę. Przyznam, że nigdy nie biegałam po plaży, co jest dość dziwne w przypadku kogoś, kto 28 lat mieszka w Gdańsku. Teraz tego doświadczyłam i myślę, że moje życiowe decyzje jednak nie są takie złe. Może na trening to dobre, ale na zorganizowany bieg?

Jak widać, trasa nie była łatwa. Jeśli chodzi o moje dotychczasowe biegi, to ośmielę się powiedzieć, że najtrudniejsza do tej pory, co zresztą widać po czasie. Mimo to, widoki nagradzały ten wysiłek i trud włożony w przebycie jej. Osobiście bardzo mi się podobało. Ładnie, urozmaicony teren. Myślę, że z chęcią pojadę tam, by tak sobie prywatnie przebiec ten odcinek. Piękna okolica.

Niestety, to nie wszystko. Po przemierzeniu tego odcinka, czekała mnie powtórka: druga pętla. Nie chciało mi się jeszcze bardziej niż na początku. Miałam ochotę olać to wszystko, położyć się i mieć w dupie cały świat. Chciało mi się spać, pić, byłam zmęczona, a myśl o kolejnym podbiegu i ponownym człapaniu przez plażę totalnie mnie zniechęciły. Wtedy właśnie zrównałam się z Justyną i zaczęłyśmy rozmawiać. Drugie okrążenie, praktycznie całe przemierzyłyśmy razem. A rozmowa pomogła mi zapomnieć o tym, że walczę o medal, zapomnieć, że w ogóle biegnę. Odcięłam się od tego całkowicie i to mi pomogło. Bardzo możliwe, że gdyby nie Justyna, to do tej pory bym biegała wokół po tym cholernym parku, poszukując mety, którą już dawno temu zwinęli. I dzięki temu doświadczeniu zrozumiałam, dlaczego ludzie zapisują się na biegi z kimś. Tak jest o wiele łatwiej. Jak się biegnie z kimś, nie myśli się, że się biegnie. Bieganie samemu jest trudniejsze, bo jest się tylko ze sobą i swoimi myślami. I zawsze tak właśnie biegałam. I teraz pewnie też bym tak biegła, na szczęście dotarło do mnie wsparcie w postaci fajnego rozmówcy, a tego akurat dnia, było mi to bardzo potrzebne, a może nawet: niezbędne. Justyna, dzięki jeszcze raz!

Pod koniec biegu się rozdzieliłyśmy, ruszyłam do przodu. Gdy tak biegłam samotnie, znów zaczęłam myśleć o dziwnych rzeczach. Tym razem pomyślałam o oddychaniu. Tak ogólnie, że oddychać trzeba. No i jak teraz biegnę, to powinnam oddychać. I zaczęłam się zastanawiać, czy dobrze oddycham. Wyszło na to, że nie. Chciałam naprawić ten proces, zrobić coś by było lepiej. Im dłużej skupiałam się na tym, by oddychać, tym gorzej mi się oddychało. Doszłam do takiego stanu, że zapomniałam jak to się robi, przestało mi to wychodzić i zaczęłam się dusić. Łapczywie łapałam powietrze, jednocześnie przyspieszając i pragnąc mieć za sobą to wszystko. Widziałam już metę, więc biegłam, biegłam. Gdy skupiłam się tylko na tym, by przyspieszyć i przekroczyć linię mety, zapomniałam myśleć o oddychaniu, dzięki czemu nie miałam już z nim problemu, naprawiło się automatycznie.

Dobiegłam. Przeskoczyłam przez metę. Medal, woda – jak poprzednio od razu, szybko, sprawnie, wow! Koniec. Skończyło się. Chwilę po mnie pojawiła się moja biegowa towarzyszka, pogratulowałyśmy sobie i mogłam się w końcu napić, ubrać i oczekiwać na losowanie nagród.

gdynia

Stałam z rodzicami, bardzo zniecierpliwiona.
– Cholera, mogli by już zacząć to losowanie, nie chce mi się tu stać! – krzyknęłam.
– Ej, a Ty oddałaś tego chipa? – spytała moja mama.
Ups. Gdyby nie ona, pewnie zapomniałabym o tym i wkurzałabym się, że znów mi się nie poszczęściło, a nawet nie mieli jak mnie wylosować, bo chip cały czas był przypięty do mojego buta. Szybko go rozwiązałam i pobiegłam wrzucić go do kartonu (chip, nie buta!). Wpadł tam, tuż przed rozpoczęciem losowania. Niestety, i tak nie miałam szczęścia, choć zawsze się łudzę, że tym razem coś dostanę…

Cele na Park Tour w Gdyni?

1. Dotrzeć do mety.
Dotarłam. Nie planowałam dotrzeć do mety „w czasie”, bo jak już wspominałam, nie wyobrażam sobie by można było nie dotrzeć w 1,5 h.

2. Nie iść, tylko biec.
Ledwo, bo ledwo, ale dałam radę.

To tyle. Więcej nie planowałam tu niczego osiągać. Zatem też nic więcej nie osiągnęłam. Najważniejsze, że mam medal. Fajny. I nawet pasuje do poprzedniego, sprawdzałam. Ale Wam nie pokażę, musicie poczekać, aż zdobędę trzeci, ostatni już. Wtedy zobaczę jak wyglądają wszystkie razem i może Wam zaprezentuję.

Odnośnie organizacji, za dużo tu się nie działo, nie ma na co narzekać. Z depozytu nie korzystałam. Numery wydawane bez żadnych dokumentów, także można komuś „ukraść” pakiet. Jak? Sprawdzasz na liście startowej kto tam jest, wybierasz jedno nazwisko, idziesz do biura zawodów, podajesz to nazwisko, odbierasz pakiet i biegniesz za darmo, zamiast kogoś, na paskudnie ukradzionym pakiecie. Czy ja właśnie podałam receptę na kradzież? Ups. Ale serio, dziwne jest to, że nikt nie sprawdza tu tożsamości. Nie mówiąc już o podpisywaniu jakichś druczków, zgód, braku przeciwwskazań lekarskich, które z reguły się pojawiają na tego typu imprezach.

Problem też był z toaletą. Tzn. ja go nie miałam, bo korzystałam z tej w Klifie (jak większość biegaczy). Ale przy samym parku były tylko dwa toi toie, które o ile się nie mylę, są tam zawsze.

Pomimo tych niedogodności, bieg uważam za udany. Ta edycja, mimo mojego nastawienia, podobała mi się o wiele bardziej niż edycja Gdańska. Trasa paskudnie trudna, ale za to obrzydliwie piękna. O atmosferze nie ma co gadać, bo ludzi było mało. Ale takie okoliczności przygody wynagradzają wiele, nawet najgorszy czas w mojej „karierze” biegowej. Już nie mogę się doczekać ostatniego biegu w serii, ponoć park w Wejherowie jest bardzo ładny. Już za miesiąc się o tym przekonam!

Na koniec rada dla wszystkich (nie tylko dla biegaczy):
Nie myślcie o tym, jak się oddycha! Myślenie o oddychaniu, może doprowadzić do uduszenia!

Dystans: 5 km
Numer startowy: 127
Miejsce OPEN: 155
Miejsce w kategorii wiekowej: 22
Czas: 0:36:56.96
Czas netto: 0:36:42.04

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *