Magnes – Gliwice

Tak jak zapowiadałam, powiem co nieco o sąsiadach Antykwariatu „Elvis”. Zatem pora na „Magnes„! Miejsce to, znajduje się na tej samej ulicy i jest równie intrygujące i godne odwiedzenia. „Magnes” w Gliwicach przyciągną mnie, gdy tylko go zobaczyłam, serio. Mało kto wystawia miękkie ławeczki i poduszki na zewnątrz – to przykuwa uwagę. Ale było za zimno, żeby tam siedzieć, poza tym, to w środku dawali jedzenie, więc weszłam.

wejscie

Gdy tylko znalazłam się w środku, moja pierwsza myśl brzmiała: „kurde, fajnie tu!” Jakoś tak przyjemnie, od razu polubiłam to miejsce. Usiadłam sobie na kanapie i zachwycałam się dalej. Tym razem kartą. Menu w niektórych miejscach wygląda tak, że zastanawiam się, czy właścicielowi nie jest wstyd pokazywać coś takiego klientom. Nie tutaj! Tu dostajemy ładnie oprawione w jakimś miękkim, pseudoskórzanym materiale. W środku kolorowe, zafoliowane kartki. Ja mam mega problem z podejmowaniem decyzji, ale tym razem to już przeszłam samą siebie. Aż mi było głupio, że siedzę tam, nie wiadomo ile czasu, gapię się na zdjęcia i nie potrafię nic wybrać. Wszystko wydawało się tak smaczne, ale wszystkiego zjeść nie mogłam…

menu

Kolorystyka w Magnesie jest taka świeża, orzeźwiająca. Szarość z zielenią – taką ładną zielenią, niczym wnętrze limonki. Pięknie kolorystycznie, minimalistycznie, nie przedobrzone. Jak dla mnie idealnie. Idealnie pod każdym względem. Nawet toaleta wyglądała pięknie, z oprawionym zdjęciem lasu. Jeśli chodzi o wystrój, absolutnie nie mam nic do zarzucenia.

Wiadomo, że książki to podstawa egzystencji, dlatego też dodatkowym atutem jest półka, na której znajdują się czytadełka dostępne dla klientów. Ale to co spodobało mi się jeszcze bardziej, to obrazy/ rysunki. A właściwie to nie sama twórczość, a raczej idea promowania artystów. W restauracji wiszą ramy, a obok na ścianie, dane kontaktowe autorki. Świetny sposób na promocję a przy okazji dopełnienie wystroju.

wystroj

Nie pamiętam już co zamówiłam. Znaczy się pamiętam, że była to sałatka, ale już nie pamiętam która, tak długo wybierałam. W każdym razie, była to jedna z najlepszych sałatek, jakie jadłam w życiu. I myślę, że którejkolwiek nie wybierzecie, to będzie dobra. A przynajmniej taką informację otrzymałam od przemiłej kelnerki.

Owa przemiła kelnerka powiedziała mi także, co tak pięknie brzęczy z „Magnesowych” głośników. A, bo o tym jeszcze nie napisałam. Na ten świetny klimat nie składa się wyłącznie wystrój, ale także muzyka. W tle brzęczał sobie delikatny jazz. Przeróbki znanych wykonawców, przejazzowanne w cudowny sposób. Całość idealnie tu pasowała, współgrała. No i tak sobie siedziałam, słuchałam, jadłam wyśmienitą sałatkę i pisałam. I dzięki temu miejscu, dzięki świetnej kelnerce (którą serdecznie pozdrawiam), odnalazłam super muzykę, która może lecieć sobie w tle i nie denerwować. Macie tu przykładowy utwór:

Another Brick in the Wall (Part 2) – Jazz and Floyd

W „Magnesie” byłam chyba 31.03. Kilka dni później, poszłam tam znów, bodajże 2.04. Na drzwiach wisiała karteczka, że w tym dniu trwa remont. Posmutniałam. Ale uznałam, że przyjdę jutro, bo to chyba jednodniowy remoncik, tak to wyglądało. Przyszłam następnego dnia i prawie się popłakałam. Kartka została zmieniona, remont: 2.04 – 09.04. Niestety, 4.04 wracałam już do Gdańska. Nie zdążyłam już pożegnać się z Magnesem, nad czym strasznie ubolewam…

Ale zastanawia mnie jedna rzecz. Co oni tam remontowali? Czy to znaczy, że teraz jest tam jeszcze lepiej? Jeszcze ładniej? Czy w ogóle może być lepiej, może być ładniej? Jak dla mnie, „Magnes” jest miejscem idealnym i jeśli tylko będę w okolicy, z pewnością do niego powrócę. Także czekajcie na mnie i błagam, nie róbcie w tym terminie remontu, bo po prostu MUSZĘ do Was wpaść! 😉

4 myśli nt. „Magnes – Gliwice

    • No „świerze” to z pewnością nie są…
      Natomiast to co ja jadłam, było świeże i nie sądzę, aby moja sałatka była odmrażana, a tym bardziej odgrzewana 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *