Sala Przesłuchań – Escape Time

To już moja trzecia wizyta w Escape Time. Krwawy Wódz i Chata Guślarki sprawiły, że miałam wysokie wymagania względem Sali Przesłuchań. Wielkie oczekiwania i chęć przeżycia czegoś wspaniałego, niezapomnianego i godnego polecania – takie odczucia towarzyszyły mi, gdy jechałam na miejsce. Ale czy zostałam usatysfakcjonowana tym, co tam zastałam?

Na początku tradycyjnie pytanie o to czy umiemy otwierać kłódki. Może i pytanie głupie, ale też potrzebne, bo okazało się, że w tym pokoju zamieszczony jest taki rodzaj, którego jeszcze nie znałam. Szybka instrukcja obsługi i w końcu wyczekiwane wprowadzenie fabularne.

Motyw jest taki: jesteśmy śledczymi, którzy wracają do bazy po udanej robocie. Oczekujemy oklasków, nagród, medali i ogólnie wszystkiego co najlepsze, bo tak nieźle odwaliliśmy naszą fuchę. Zamiast tego zamykają nas w niewielkim pokoiku. Najwyraźniej jesteśmy o coś podejrzani. Nie wiemy o co, dlaczego. W zasadzie to nie wiemy nic, poza jedną rzeczą: trzeba stąd wiać! Mamy godzinę na ucieczkę lub ewentualne udowodnienie swojej niewinności. Zegar rusza. Rozpoczynamy grę!

Gdy zobaczy się pierwszy, niewielki pokoik, to zaczyna się rozumieć dlaczego ta gra przeznaczona jest dla maksymalnie czterech osób. Nie wyobrażam sobie tłuc się tam większą ekipą. Ale działa to na plus. Ma swój klimat. Prostota, minimalizm. Klimat raczej chłodny, nieprzyjemny, przywodzący na myśl głównie złe skojarzenia. Czyli dokładnie tak, jak powinno być na komendzie czy też tytułowej Sali Przesłuchań.

Nie będę ściemniać i mówić, że było łatwo. Nie było. Początkowo wyglądało to tak, że stałam tam i zastanawiałam się co mam robić, bo przecież nic tam nie ma. Ale jest. Jest dużo rzeczy. Tylko trzeba wiedzieć jak ich użyć, gdzie i w którym momencie. Część zagadek poszła nam gładko, niektóre wymagały podpowiedzi, a i po nich chwilę musieliśmy pomyśleć nim dotarło do nas co robić.

23132137_1588661967871328_2069186323491483468_n

Pokój nie jest łatwy. Jest trudny, o czym twórcy oczywiście informują. Z pewnością nie jest to pokój dla początkujących. Aby poradzić sobie bez problemu, trzeba być raczej obytym z tego typu rozrywką, a nie laikiem, który dopiero zaczyna swoją przygodę i zaliczył zaledwie kilka escape’ów. Dlatego też nie spodziewałam się, że uda nam się wyjść. W zasadzie to byłam pewna, że nam się nie uda. Zatem nikogo nie powinno dziwić, że się nie udało.

Dwie osoby, czwarty pokój w życiu. Raczej kiepska prognoza jak na pokój z takim poziomem trudności. Mimo iż byłam przygotowana na porażkę, to jednak trochę było mi smutno, że nie udało nam się zajść dalej. Bo dalej były rzeczy niesamowite. Escape Time słynie z nietypowych, wymyślnych rozwiązań. Już nie pierwszy raz widzę mechanizm, który się u nich uaktywnia i zamiast cieszyć się, że idę do przodu z zagadkami, to stoję, łapię się za głowę i krzyczę coś w stylu: „Wow, ale wymyślili!”, aczkolwiek z reguły brzmi to trochę mniej cenzuralnie, za to z jeszcze większym entuzjazmem.

Tych super fajnych rozwiązań było tutaj kilka. Kilka, które rozpracowaliśmy sami, kilka w których trzeba nam było pomóc. Za to wszystkie wprawiły mnie w osłupienie i podziw. Im częściej tam jestem, tym częściej nie mogę wyjść z zachwytu.

Reasumując: było super, choć polegliśmy. Wystrój adekwatny do sytuacji, trochę kłódek, trochę dziwnych, wymyślnych mechanizmów, nietypowych rozwiązań. Dużo czytania. W sumie bardzo dużo czytania. I to czytanie nas trochę zgubiło. Bo wiadomo, jak przychodzi jakiś ucieczkowy wymiatacz i ma gdzieś wpisać cyfry, to wpisuje te, które wie, że są prawidłowe. Z kolei my, ucieczkowe, raczkujące głąby, wpisujemy wszystko co wydaje nam się prawdopodobne. I robimy to tyle razy błędnie, że… pogrążamy się kompletnie. Także powtarzam: nie, to nie jest pokój dla początkujących.

A jakieś minusy? Wiadomo, wady muszą być. Mi rzuciła się tylko jedna, lub aż jedna. Jednakże nie jestem pewna czy nie jest ona spowodowana faktem, że nie udało mi się wykonać całego zadania. A może raczej tym, że wcześniej czytałam wprowadzenie w necie? Chodzi o fabułę. Trochę się w niej zagubiłam. Przed przyjściem, na Lockme przeczytałam jedną rzecz. Na miejscu dowiedziałam się czegoś innego. Przez co wychodząc, trochę ogłupiałam. Ale teraz, z perspektywy czasu już wiem na czym polega problem. Lockme ma na swojej stronie spoiler, więc gdy nie przejdzie się całości samemu, krok po kroku, to pokój wydaje się być zagubiony w fabule.

W związku z powyższym, rada dla Was: nie patrzcie co jest w sieci. Nie czytajcie tych bzdur. Zróbcie tylko rezerwację, jedźcie do Escape Time’a i tam pozwólcie obsłudze, by się Wami zajęła, opowiedziała wszystko. To co można zagwarantować to profesjonalną, miłą obsługę. Do tego świetny, klimatyczny, niekiedy nawet straszny pokój. Taka właśnie jest sala przesłuchań. Ale przypominam: nie jest to miejsce na początek przygody z uciekaniem.

Miejsce: Escape Time
Pokój: Sala Przesłuchań
Termin: 03.12.1017
Godzina: 20.00
Ilość osób: 2
Czas ucieczki: nie udało się.

Za gościnę dziękuję:

escape time logo

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *