Na Bezludnym Szlaku – C. J. Box

C. J. Box, pomimo tego, że otrzymał nagrodę za najlepszą powieść kryminalną w 2008 roku, nadal nie jest aż tak sławny, jak jego konkurenci. Chociaż został wyróżniony Nagrodą Edgara Allana Poego, w dalszym ciągu pozostaje w cieniu swych rywali. Już nawet informacje z okładki książki, sugerują nam wyższość Harlana Cobena. Można było odpuścić te porównania i zamiast nich dostarczyć czytelnikowi więcej detali z pisarskiej kariery autora, którego książkę aktualnie trzymamy w ręce.

„Na bezludnym szlaku” to kryminał, więc jak nie trudno się domyślić, wśród bohaterów znajdzie się nie jeden gliniarz. Cody Hoyt, poza tym, że jest świetnym detektywem, ma też „gorszą” stronę. Jego oddanie pracy, która wedle założenia powinna pomagać ludziom, jest dość sprzeczne z jego życiem osobistym. Hoyt od lat zmaga się z uzależnieniem od alkoholu, co jak wiadomo, nie jest akceptowane społecznie. Jednakże ta pewnego rodzaju sprzeczność, jest intrygująca i bardzo autentyczna. Wielu szanowanych ludzi, zajmujących wysokie czy też prestiżowe stanowiska zmaga się z różnymi nałogami. Dlatego też podoba mi się, że autor stworzył taką postać. Postać, którą polubiłam od samego początku i to nie ze względu na jej przeszłość, problemy życiowe, tylko z powodu charakteru. Cody jest arogancki, bezczelny i po prostu chamski. Z jednej strony ma w sobie coś odpychającego, z drugiej natomiast sprawia, że chce się czytać dalej, obserwować na kogo naskoczy tym razem.

Tytułowy bezludny szlak, to miejsce w parku Yellowstone, gdzie rozgrywa się większość akcji. To właśnie tam, nasz detektyw wyrusza, aby rozwikłać zagadkę tajemniczych morderstw i przy okazji ratować swojego syna. Albo raczej odwrotnie. W pierwszej kolejności pragnie uratować nastoletniego Justina, bo morderstwa schodzą na dalszy plan, w momencie gdy jego dzieciak jest zagrożony. C. J. Box pokazuje nam, jak istotna jest miłość, jak ważna jest rodzina. Ze względu na naszych bliskich jesteśmy w stanie zrobić wiele rzeczy, o których normalnie byśmy nawet nie myśleli. To dla nich robimy rzeczy, za które nie zabieralibyśmy się w innych okolicznościach. To oddanie, troska o innych, jest świetnym mechanizmem napędowym, zmuszających nas do działania. Autor pokazuje nam, że najbliżsi są najlepszą motywacją, do podjęcia ryzyka, do rzucenia nałogu czy do działań, o które byśmy się nie podejrzewali. Wiele scen, nie tylko tych z udziałem detektywa- alkoholika, uświadamia nam jak wiele można zdziałać, jak uparcie można dążyć do celu, gdy ma się odpowiednią motywację.

A ta cała motywacja, te wszystkie dążenia, silne emocje umiejscowione są w malowniczym parku. Co prawda opis okolicy mógłby być bardziej szczegółowy, jednakże wtedy zatracilibyśmy dynamikę akcji. A akcja, jak i cała wyprawa jest dość szybka. Może gdyby dwunastka podróżujących przemieszczała się pieszo, wyglądałoby to inaczej. Jednakże konna przejażdżka ma to do siebie, że się rozpędza. Niestety, rozpędziła się tak, że chyba więcej jest opisów końskich zadków niż pięknej okolicy, bo przez ten pęd zabrakło czasu, aby się jej dogłębnie przyjrzeć.

To co mi się bardzo podobało, to spostrzeżenia przewodnika wyprawy, odnośnie każdej z przybyłych osób. Jed od lat prowadzi tego typu eskapady, zatem ma już wprawę w ocenianiu ludzi i wyciąganiu wniosków, na pierwszy rzut oka. Siedzimy w jego głowie i tam słyszymy wszystkie, niekiedy dość ostre, spostrzeżenia na temat jego podopiecznych. O każdym z podróżnych otrzymujemy ciekawą charakterystykę, którą wyczytujemy z myśli Jeda.

Dużo czasu spędzamy także w głowie Gracie Sullivan – nastoletniej dziewczynki, która wybrała się na wakacje z tatą i starszą siostrą. Wszechwiedzący narrator, bardzo często prezentuje nam jej myśli i spostrzeżenia. Te z kolei, momentami wydają się być zbyt dojrzałe i trafne, zważywszy na wiek i okoliczności w jakich dziewczyna się znajduje. Jest ona postacią sympatyczną, może nawet za bardzo. Ale także zdecydowanie zbyt odważną. Autor uczynił z niej nastoletnią bohaterkę. Stąd też moje podejrzenie, że książka jest skierowana do osób młodszych, bo im łatwiej będzie utożsamić się ze swoja rówieśniczką. Momentami wydaje się to być sztuczne, lekko naciągane i pisane pod nastoletnią publikę.

Nie mniej lektura jest dość ciekawa. Jak przystało na kryminał, mamy kilka trupów, jakieś intrygi, zagmatwaną akcję. Jest kilka rzeczy, które dałoby się zrobić lepiej, ale ogólnie czyta się całkiem nieźle. Dowiadujemy się tego, o czym wielu wiedziało już wcześniej, czy to w książce, czy w filmie czy w normalnym życiu: nikomu nie można ufać. Ale żeby nie było tak całkiem negatywnie, Box uświadamia nam coś jeszcze. Gdy na czymś bardzo nam zależy, jesteśmy w stanie to osiągnąć, mimo przeciwności losu. Tak, jesteśmy w stanie, możemy to zrobić, ale czy aby na pewno zawsze się udaje?

Recenzja publikowana wcześniej na portalu Kostnica.com.pl ( http://www.kostnica.com.pl/nabezludnymszlaku.htm )

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *