Księga Krwi – powrót do dawnych lat

Wyjeżdżając do Gliwic zastanawiałam się, jaką lekturę ze sobą zabrać. Jako, że jechałam pociągiem, nie chciałam brać nic dużego. Z drugiej strony, pojawił się ten odwieczny lęk: że mi książki zabraknie. Czytnika nie mam, z resztą póki co toleruję wyłącznie papierowe czytadła (mam nadzieję, że kiedyś mi się to zmieni, bo miejsce na książki ma pewne limity…). No i przyznam, że dylemat był spory i długo zastanawiałam się, jaka książka ma jechać na wycieczkę.

Aż w końcu uznałam, że podczas przygody na drugi koniec Polski towarzyszyć mi będą dwie pozycje. Bo przecież jadę tam w określonym celu, większość dnia będę spędzać stażując się, także książka jedna mogłaby poczuć się samotna, czekając kilkanaście godzin na dobę nim do niej powrócę. Postanowiłam: jadą dwie!

No i pojechały. I to nie byle jakie. Dwie, które w końcu udało mi się zdobyć po latach. Pamiętam, jeszcze dawno temu, były one dostępne zawsze, w każdym antykwariacie w okolicy, dosłownie za grosze. Dlaczego ich nie kupiłam? Do tej pory nie umiem odpowiedzieć sobie na to pytanie. Na szczęście ostatnio udało mi się je upolować na Allegro w przystępnej cenie. O czym mówię?

ksiegakrwi

Tak… Księga Krwi, drugi i trzeci tom. To był dobry wybór na tę podróż. Aby całkiem tam nie zwariować, potrzebna mi była jakaś odskocznia. A to poza tym, że było rewelacyjną odskocznią, pozwoliło mi też cofnąć się w czasie o kilkanaście lat. Czytając Barkera, przeniosłam się do czasów podstawówki, gdy dopiero odkrywałam tego typu literaturę. Wtedy też kupiłam pierwszy tom Księgi krwi. Dlaczego tylko jeden, jak mówiłam, to już chyba zawsze pozostanie zagadką. Jednakże w tamtych latach pochłaniałam horrorki Phantom Pressu, budząc tym samym oburzenie i zniesmaczenie nie tylko dorosłych, ale i moich rówieśników. Ale to już ich problem, nie mój.

Na prawdę przyjemnie było leżeć w pociągu, wędrować, gubić się i jeździć po obcym mieście, w towarzystwie Barkera i tych wspomnień. Tak jakoś się sentymentalnie teraz zrobiło…

Ale przyznam się do czegoś. Dopiero teraz, nie dawno po latach zorientowałam się, że istnieją części 4- 6. Do tej pory żyłam w przekonaniu, że to trylogia. A kolekcję trzeba uzupełnić. Jak komuś zalegają na półce, kurzą się i chce mi je sprezentować, chętnie przygarnę. Ewentualnie mogę też kupić (choć opcja pierwsza jest dla mnie bardziej atrakcyjna). No, ale nie w jakichś kosmicznych cenach, bo póki co jestem spłukana, bo robię „domek” dla książek, które już ze mną mieszkają. Tak, dobrze przeczytaliście! W końcu po trzech latach moje książki z kartonów przeprowadzą się na piękne półki! Pytanie tylko… czy wszystkie się zmieszczą?

Wracając do wątku głównego… czytaliście Księgę (Księgi) Krwi? A może inne tytuły Phantom Pressu utkwiły Wam w pamięci?

2 myśli nt. „Księga Krwi – powrót do dawnych lat

    • Nie, nie, Mastertona to ja mam kolekcję Albatrosa, jeszcze tego pięknego, jednolitego w białych okładkach 😉
      Ale fajnie tak odgrzebać stare czytadła 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *