Kot Stefan

Kot Stefan to gra dla dzieci? Owszem, ale nie tylko. Wbrew temu co wydawało mi się na początku, to świetna rozgrywka dla osób w każdym wieku. Kolorowe, infantylne rysunki na opakowaniu sugerują, że gra przeznaczona jest dla najmłodszych. I faktycznie, przygodę z kotem można rozpocząć już wieku 4 lat. Jednakże po kilku rozgrywkach przekonałam się, że Stefan sprawdza się o wiele lepiej jako gra imprezowa, a nie gra dla najmłodszych, co oczywiście bardzo mnie ucieszyło!

kot stefan

kot stefan

Co mamy w pudle?

  • 6 drewnianych myszy
  • drewniany kubek kota
  • filcowy ser
  • kostkę
  • 24 karty
  • instrukcję
  •  

    O co w tym wszystkim chodzi?

    Mechanika gry jest prosta. Każdy z graczy otrzymuje cztery karty oraz mysz. Na środku stołu kładziemy ser i myszy. Gracz rozpoczynający jest kotem. Jego zadanie polega na złapaniu myszy przeciwników za pomocą specjalnego kubełka (po wyrzuceniu kota na specjalnej kostce). Wbrew pozorom nie jest to takie proste, gdyż gracze trzymają myszki za końcówkę ogona i ciągną za niego, by uciec przeciwnikowi. Za złapaną mysz, gracz otrzymuję kartę od złapanego. Zwycięzcą zostaje osoba z największą ilością kart. Z własnego doświadczenia wiem, że gra kończy się gdy ktoś utraci wszystkie karty, a nie dlatego, że się znudziła. Znudzić mi się nie zdążyła, za to pozbyć się wszystkich kart zdołałam niejednokrotnie. I to wcale nie znaczy, że tak często mnie łapali. Nieraz popełniałam błąd, uciekając gdy kostka wskazała mysz (uciekać trzeba tylko w przypadku wylosowania kota).

    Przeciwnicy często wykorzystywali moją nieuwagę i próbowali mnie zmylić, udając, że chcą uciekać przed kocurem. Ja, nieraz nieświadomie, nabrałam się i powtórzyłam ich ruch, tym samym tracąc kartę. Ale spoko, zemściłam się i odegrałam zagadując ich lub myląc w kolejnej turze.

    Każda kolejna runda zawierała coraz więcej emocji. Myszy zabierane były gwałtowniej i zdarzało się, że gracze ciągnąc za ogon, uderzali się nimi w głowę czy rękę, tak bardzo pragnąc zwycięstwa. Kot Stefan hasał po stole jak oszalały, robiąc w nim dziury. Trzeba było dokładać kolejne grube podkładki pod filcowy ser, bo jeszcze kilka rozgrywek i nie miałabym gdzie robić świąt. I po tej ostrej grze stwierdziłam, że Stefan jest za twardy. Brakuje w tym drewnianym kuble jakiejś gumy czy innego miękkiego materiału pod spodem, aby tak nie niszczyć podłoża na jakim się gra. Z resztą drewniane myszy też ucierpiały. Po jednym wieczorze miały już mocno obite i wgniecione tyłki. Oczywiście nie przeszkadza to w dalszej grze, ale już nie wyglądają tak pięknie jak na początku. Serek z filcu też jest nie wystarczającym zabezpieczeniem dla podłoża. Jest naprawdę cieniutki, koniecznie trzeba podłożyć coś pod niego. Ale to akurat nie jest problem, tacka powinna wystarczyć.

    Zalety:

    – ładne, dopracowane elementy
    – świetny, prosty pomysł
    – prosta mechanika gry
    – szybkie rozkładanie gry
    – podpowiedzi do gry z najmłodszymi
    – poprawa refleksu
    – nauka okiełznania stresu

    Wady:

    – twardy, ciężki kubek
    – cienki ser

    kot stefan

    kot stefan

    Czy w ogóle warto łapać myszy dla Stefana?

    Tak, tak, tak i jeszcze kilka razy tak! Tylko trzeba pamiętać o wcześniejszym zabezpieczeniu okolicy, jeśli nie chce się doszczętnie rozwalić stołu. Oczywiście mówię tu o grze z dorosłymi. Dzieciaki nie mają aż tyle siły, więc dla nich elementy zawarte w pudełku będą wystarczające. Dodatkowe zabezpieczenia o których pisałam, potrzebne są do gry z dorosłymi. A może też nie ze wszystkimi. Ale opierając się na moich doświadczeniach, zdecydowanie by się przydały. Agresywna rozgrywka pełna rywalizacji może być trudna do przeżycia dla Masywnego Stefanka i maleńkich myszek. A traktując grę jako imprezową, w międzyczasie pojąc graczy alkoholem, można narobić sporo szkód.

    Ale mimo to, jestem skłonna zaryzykować i narazić na niebezpieczeństwo siebie, znajomych, swoje mieszkanie. Bo warto. Gra wciąga. I choć chcemy zagrać tylko raz, tylko spróbować, jedna króciutka runda i koniec… Nie da się. Zawsze znajdzie się ktoś, kto nie jest zadowolony z wyniku rozgrywki i chce się odegrać. I to właśnie sprawia, że gra jest godna polecenia. Prosta, a zarazem wciągająca. Takie właśnie powinny być dobre gry. I Egmont doskonale o tym wie!

    Liczba graczy: 3 – 6 osób
    Wiek: od 4 – 104 lat
    Czas gry: 15 minut
    Wydawca: Egmont
    Autor: Susanne Kummer

    Za grę dziękuję wydawnictwu:
    egmontlogo

Jedna myśl nt. „Kot Stefan

  1. Pingback: Kiwi. Leć, nielocie, leć | Recenzja | agapilecka.pl | Blog | Agnieszka Pilecka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *