H.P. Lovecraft. Ogar i inne opowiadania – Tanabe Gou

„Ogar i inne opowiadania” to pozycja wyjątkowa. I nie chodzi tu o taką zwykłą wyjątkowość, przejawiającą się w pięknej grafice czy treści. Chodzi tu o wyjątkową wyjątkowość, bowiem już samo wydawnictwo, które podjęło się tego zadania, nie jest tak pospolite.

Wydawnictwo Studio JG, bo o nim mowa, jest na rynku od 2006 roku. Od tego czasu z myślą o fanach Japońskiej kultury wydają magazyn „Otaku”. Manga, anime, japońska muzyka i gry komputerowe. Krótko mówiąc: wszystko to, co nie jest w obrębie moich zainteresowań. Poza tym wydają też mangi. Całe mnóstwo mang, które to mają mnóstwo wielbicieli. Ja do tych wielbicieli się nie zaliczam.

Na szczęście jesteśmy otwarci na nowości i potrafimy wychodzić poza ramy. Ja, gdyż postanowiłam zaryzykować i sprawdzić tę publikację. Wydawnictwo, ponieważ zdecydowało się na wydanie niemangowej mangi. Myślę, że wszystkim wyszło to na dobre.

H.P. Lovecraft to autor, którego fanom grozy przedstawiać nie trzeba. Samotnik z Providence, twórca mitologii Cthulhu okazał się być także inspiracją dla mangaki Tanabe Gou. Autor, jak sam twierdzi, uważa się za wiernego wyznawcę bogów stworzonych przez Lovecrafta, dlatego też podjął się tej adaptacji. Owoc jego pracy został wydany w 2014 roku, by zaledwie rok później, jego tłumaczenie mogło trafić w ręce Polskich czytelników. Trafiło i do mnie.

Czarno- biała obwoluta, z wyrazistym, żółtym prostokątem zawierającym tytuł i autora. Wspaniałe połączenie kolorystyczne, które wzmogło moją ciekawość. Czaszki, nagrobki i tajemnicze drzewa. Często jest tak, że albo obwoluta jest ładna, albo okładka. Tu mamy obie te rzeczy. Okładkę zdobi wspaniała, czarno- srebrna kompozycja, co jeszcze bardziej zachęciło mnie, do otwarcia owej pozycji. Otworzyłam. Pierwsza myśl, jaka mnie wtedy dopadła to: „Cholera, źle założyli obwolutę, źle jest wydrukowane”. I mnie olśniło, że przecież to manga, tu wszystko jest odwrotnie.

Przyznaję bez bicia, początkowo miałam problem z przyzwyczajeniem się do czytania „od końca”. Jednakże, gdy już zrozumiałam jak to działa i zatopiłam się w lekturze, to jak czytam przestało mieć znaczenie. Gdy zaczęłam wsiąkać w historie zaadaptowane na potrzeby komiksu, wszystko inne przestało się liczyć.

Trzeba przyznać, że Tanabe Gou nie miał prostego zadania. W dodatku wybierając treści, nie ułatwił go sobie. Nie wziął na swój warsztat tekstów popularniejszych, najbardziej znanych jak np. „Zew Cthulhu” czy „Zgroza w Dunwich”. Wybrał opowiadania mniej kojarzone przez przeciętnego Kowalskiego. Trzy teksty, które postanowił zaadaptować w formie komiksu.

ogar

Świątynia, Ogar i Zapomniane Miasto. Teksty nie mające ze sobą związku. Trzy zupełnie inne opowieści, jednakże wszystkie okraszone piękną oprawą graficzną. Tu właśnie pojawia się ta niemangowatość mangi. Autor nie użył tu tego kojarzonego z Japonią stylu, co bardzo mnie cieszy. Jego rysunki są bardzo dokładne, dopracowane i realistyczne. Choć twarze bohaterów czasem rysowane są w sposób minimalistyczny, to wyraźnie widać ich emocje. Użyłam sformułowania „czasem”, gdyż twórczość artysty nie jest jednolita. Nie skupił się na jednym stylu, którym zapełnił całą publikację. Wyraźnie widać różnice między graficzną oprawą każdego z opowiadań.

Świątynia to historia, która ma miejsce na okręcie podwodnym. Ciasne, niemal klaustrofobiczne pomieszczenia przesiąknięte są tu obłędem. Szaleństwo czyha wszędzie i to się czuje. Ogar, tytułowy, inspirowany Psem Baskerville’ów Doyle’a, według mnie najgorszy komiks ze względu na rysownictwo. Tu graficznie zdaje mi się być „najdelikatniejszy”, najmniej Europejski. Jeśli chodzi o oprawę graficzną, ten najmniej przypadł mi do gustu, jednakże treścią sporo nadrabia. Zapomniane Miasto, zostawione na deser, abyśmy go nie zapomnieli. Obrazy przepełnione śmiercią, niepokojem, dzięki czemu są tak intrygujące.

Autor nie nadużywa dialogów i opisów. Można wręcz stwierdzić, że żałuje ich czytelnikowi – co jest tu wielką zaletą. Dzięki temu całość jest bardziej tajemnicza, niedopowiedziana, co przybliża nas do literackiego oryginału. Zabieg ten, jest jak najbardziej udany. Świadczy o tym fakt, że pomimo skąpej ilości słów, całość jest zrozumiała. Tanabe sprawnie operuje rysunkiem, dostarczając nam sporo wrażeń i emocji. Ogrom niepokoju walczy tu z ciekawością, by następnie ustąpić miejsce smutkowi – z powodu zakończenia tej krótkiej przygody.

Każda opowieść jest inna, ale każda ma w sobie coś niezwykłego. Tę niezwykłość i powiew świeżości najprawdopodobniej dodaje Tanabe Gou. Nawet gdy znamy treść opowiadań, lektura tego komiksu nie jest nużąca. Wzbudza zainteresowanie i ciekawość odnośnie tego, jak ów twórca poradził sobie z adaptacją tych treści, które do tego typu zabiegu wcale nie są łatwe i oczywiste. A poradził sobie dobrze. I z czystym sumieniem każdemu fanowi grozy mogę tę pozycję polecić. Tym bardziej, że cena okładkowa jest śmiesznie niska, jak na tak ładne wydanie.

Zapewne kilka lat temu, gdyby ktoś powiedział, że podejmę współpracę ze Studiem JG, wyśmiałabym go i zlekceważyła taką szansę. Teraz myślę, że byłby to bardzo duży błąd i cieszę się, że go nie popełniłam. Mam też nadzieję, że na jednym tomie się nie skończy. Autor wspomina o tym, że ma jeszcze wiele pomysłów, a Przedwieczni nakazują mu je realizować. Mi z pewnością nakażą sięgnąć po kolejny komiks, gdy tylko się pojawi.


Za komiks dziękuję wydawnictwu:
studio jg

3 myśli nt. „H.P. Lovecraft. Ogar i inne opowiadania – Tanabe Gou

  1. Pingback: Pierwszy kwartał 2016 - Podsumowanie | agapilecka.pl | Blog | Agnieszka Pilecka

  2. Pingback: Sherlock. Studium w różu. | Recenzja | agapilecka.pl | Blog | Agnieszka Pilecka

  3. Pingback: H.P. Lovecraft. Kolor z innego wszechświata – Tanabe Gou | agapilecka.pl | Blog | Agnieszka Pilecka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *