Mad Mick – Katowice

Wiedząc, że spędzę cały dzień w Katowicach w oczekiwaniu na pociąg, postanowiłam spożytkować ten czas i udać się na coś smacznego. Stwierdziłam, że chętnie porównam Gliwickie burgery z Katowickimi i zaczęłam przeszukiwać internet. Trafiłam na bloga Taniec Smaków, a konkretniej na wpis odnośnie burgerowni Mad Mick. Uznałam, że to jest właśnie miejsce, które chcę odwiedzić.

Nie było łatwo, bo zamiast sprawdzić drogę lub kogoś spytać, postanowiłam zaufać mojej intuicji. Fakt, trafiłam na miejsce, ale wcześniej obeszłam pół miasta z torbą i plecakiem większym ode mnie. Trochę wysiłku i nerwów mnie to kosztowało, ale powiem krótko: było warto!

madmick

Pierwsza rzecz na jaką zwróciłam uwagę to wystrój. Nic specjalnego, raczej minimalistycznie, ale fajne, żywe kolory. W dodatku wielka rura na barze, a za nią ukryte krany z browarem. Wygląda to niesamowicie.

Menu, w przeciwieństwie do wystroju, jest bardzo bogate. Poza burgerami, są też inne rzeczy, między innymi steki. Co ciekawe, jest możliwość wybrania burgera „małego” z 200g mięcha, lub dużego – 400g. Ja jednak zdecydowałam się na małego, gdyż miałam świadomość, że do niego dostanę jeszcze frytki. Mięso średnio wysmażone. Tutaj nie miałam nawet cienia wątpliwości, że coś będzie nie tak z zamówieniem. Po prostu nie było takiej opcji.

Po złożeniu zamówienia, każdy dostaje na swój stolik „zgrzewkę”, albo nie wiem, nazwijmy to sześciopakiem, czy też innym stojakiem, na którym znajduje się zestaw sześciu różnych sosów. No i mamy zabawę. Możemy testować różne, łączyć, nie łączyć, eksperymentować na talerzu, czy też wżerać wszystko jak leci, w zależności od naszych upodobań. Sosowa opcja to super opcja, bo ja uwielbiam sosy, szczególnie te ostre.

zarcie

Po chwili burger zawitał na moim stole. Zostałam zapytana, czy mam ochotę na świeży pieprz. Szczerze powiedziawszy, byłam tak zszokowana pytaniem, że powiedziałam: „tak”, po czym podeszła kobieta z młynkiem, dzięki czemu nie musiałam sama nim kręcić. A tak jak już jesteśmy przy obsłudze, to muszę powiedzieć, że to kolejny plus. Bardzo duży plus. Bardzo cenię sobie kontakt bez „paniowania”. Wolę być z ludźmi „na Ty”, bo jak mówią do mnie inaczej, to się czuję stara. Z kolei też wkurzające jest, jak w niektórych miejscach do wszystkich walą na Ty. Zależy gdzie, zależy kto, zależy do kogo, ale niektórzy robią to w tak paskudny sposób… Ciężko mi to wytłumaczyć, ale jest to irytujące. Ale nie w Mad Mick. Albo dobrze trafiłam, albo mi się wydawało, ale dziewczyna, która pracowała tego dnia ma wyczucie, wie do kogo, jak się zwracać, a przy tym jest cholernie miła. Przeszła „na Ty” w sposób naturalny, normalny. I wydaje mi się, że forma zwracania się była dostosowana do klienta, nie do każdego mówiła tak samo. Nie wiem czy taka jest polityka firmy czy to indywidualny styl pracy danej osoby, ale szefie Mad Mick’a, jeśli to czytasz, to śmiało możesz dać podwyżkę kobiecie, która pracowała w Mad Mick na ul. Warszawskiej w Katowicach, w sobotę 4.04.2015. I dodatkowo jakiś bonus, bo to podobno święto było i pół Katowic mi zamknęli. Dobra, zwracam uwagę na pierdoły, ale takie właśnie pierdoły są dla mnie istotne i jak mnie ktoś pozytywnie zaskoczy, to o tym mówię…

burger

Wracając do jedzenia, bo to ono jest tu najważniejsze. Tak jak się spodziewałam, nie zawiodłam się. Można się najeść, można nawet zjeść ze smakiem. Jednak Gliwickie burgery w zestawieniu z Mad Mick odpadają w przedbiegach. Mięso po prostu się rozpływało, do tego świeże warzywka, pieczywo wypiekane chyba na miejscu – rewelacja. Co prawda nadal nie jest to Gdański Surf Burger, ale to miejsce przynajmniej można z nim porównywać, bo to podobna ranga. Cenowo też wygląda to bardzo dobrze. I muszę przyznać, że szkoda, że mieszkam tak daleko, bo Mad Mick jest miejscem, które z chęcią odwiedzałabym częściej.

Przestrzeń nie jest może olbrzymia, ale są jakby dwie sale i kilka sporych stolików. Spokojnie można się zmieścić przychodząc nawet większą grupą. Podział na dwa pomieszczenia sprawia, że jest przyjemniej, bardziej kameralnie. Nie jest to jedna wielka sala, tylko jest tak spokojniej, przedzielona przestrzeń działa tu na korzyść. No i bardzo ładna kolorystyka.

wystroj

Przydałby się jakiś minus na koniec? Poza oczywistym: daleko od Gdańska, jest jeden. Ale nie aż tak problematyczny, bo w łatwy sposób można go obejść i oszukać system. Jak ktoś chce iść do toalety, to polecam męską. Do damskiej ciężko się zmieścić, serio. Swoją drogą, to całkiem zabawne, że jak już się tam wejdzie, to trudno się obrócić. Fakt, ostatnio przytyłam, ale nadal nie mam aż takich rozmiarów, żebym miała mieć problem z korzystaniem z toalety. Zatem problem nie tkwi we mnie, tylko kibel jest po prostu za mały. Także damski polecam do zwiedzania, do korzystania – męski.

I myślę, że to by było na tyle. Jak ktoś będzie w okolicy, to z czystym sumieniem polecam to miejsce. A jak ja znów pojawię się w Katowicach, to na pewno wpadnę ponownie! Zatem do zobaczenia! 😉

4 myśli nt. „Mad Mick – Katowice

    • No proszę, szkoda, że nie wiedziałam wcześniej. Moja Katowicka przygoda skończyła się tak, że koczowałam na dworcu do 21, bo jak się okazało, Wielka Sobota to podobno święto i prawie wszystko było pozamykane 😛

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *