Dziewczyna, która igrała z ogniem – Stieg Larsson

„Dziewczyna, która igrała z ogniem” to tytuł drugiego, równie intrygującego tomu trylogii Millennium. Długo zwlekałam z rozpoczęciem go. Minęło sporo czasu nim chwyciłam za tę 700 stronicową książkę. Powód był prosty: podobno po przeczytaniu drugiej, trzeba od razu zacząć czytać trzecią część. Nie byłam pewna, czy będę mieć na to czas. Odłożyłam czytanie na później.

Ale byłam głupia, że tak długo zwlekałam. Drugi tom jest zdecydowanie lepszy od poprzedniego. Przypuszczam, że powodem jest to, że Lisbeth Salander jest tutaj głównym, kluczowym dla całej akcji bohaterem. Z każdą stroną coraz bardziej poznajemy ją oraz istotne z jej życia fakty. Dowiadujemy się mnóstwo rzeczy o jej przeszłości, dzięki czemu staje się nam bliższa i jej los nie jest nam obojętny. Wcześniej mogła nam się wydawać wyłącznie aspołeczną, psychopatyczną bohaterką poboczną. Teraz powoli, ze strony na stronę coraz bardziej, zaczynamy ją rozumieć. Może nawet współczuć.

Larsson świetnie dawkuje nam te informacje. Cały czas czujemy się zaintrygowani i z zaciekawieniem czytamy dalej, nie mogąc się doczekać tego, co się wydarzy. Szybko, pragnąc poznać więcej szczegółów, które pomogą nam rozwiązać kryminalną zagadkę, a także przekonać się czym jest „Całe zło”, o którym niejednokrotnie wspomina Salander. Aby się tego dowiedzieć, brniemy przez strony pełne ciekawej akcji. Akcji, w której dużą rolę odgrywa Mikael Blomkvist oraz jego gazeta „Millennium”. Ale nie tylko. Postaci pojawia się coraz więcej, a każda kolejna wnosi do powieści zarówno intrygi, jak i swą interesującą, barwną osobowość.

Moim zdaniem, „Dziewczyna, która igrała z ogniem” jest o niebo lepsza od swej poprzedniczki, książki: „Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet”. Choć tytuł gorszy, to treść znacznie bardziej wciągająca. Nie tylko za sprawą ciekawszego wątku, ale i genialnej, głównej bohaterki. Co do opisów i narracji, nic się nie zmieniło. Wszystko jest w dalszym ciągu na wysokim, rewelacyjnym poziomie. Larsson jest mistrzem, jeśli chodzi o tworzenie kryminalno – thrillerowatego klimatu.

Na koniec powiem jedno: nie kłamali Ci, którzy mówili, że lepiej mieć pod ręką trzeci tom! Dlatego też nie zagłębiam się już w tę recenzję. Idę czytać dalej, bo przede mną ostatni już, trzeci tom Millennium: „Zamek z piasku, który runął”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *