Wielki powrót i historia bloga
3 lata.
Jak patrzę na daty regularnych publikacji na blogu, to tyle mi wychodzi. Tak długo mnie nie było. W międzyczasie przewinęłam się gdzieś na Instagramie, ale to dopiero w ostatnim roku. Gdzieś tam wrzuciłam jakąś relację, czasem padł jakiś luźny post. Ale generalnie mnie nie było. Sporo czasu nieobecności. Mam poczucie, a w zasadzie to potrzebę, by przywitać się z Wami na nowo i powiedzieć co nieco. Jakiś taki mały, historyczny przelot blogowy…
2012 rok – a konkretniej to sam początek roku, styczeń. To moment, w którym po ponownym uświadomieniu sobie, że kocham pisać, zapragnęłam mieć swoje indywidualne miejsce w przestrzeni. Takie w którym będzie lista moich „zewnętrznych” publikacji, by łatwo było je znaleźć, uporządkować.
Było to też miejsce, gdzie pojawiały się recenzje książek. Pisałam o przeczytanych lekturach nie tylko po to, abyście Wy mogli poznać moją opinię, ale też po to, bym po latach mogła tu wrócić i przypomnieć sobie co to była za książka. Nie ukrywam, że moja pamięć działa tak, że czasem czytając coś po latach, dopiero po jakimś czasie orientuję się, że to już było. Tak samo mam zresztą z filmami, serialami… Nie zawsze od razu zatrybię, że już coś znam. Ale i tak największym hitem jest jak czytam jakiś swój stary tekst, zastanawiam się kto go napisał, albo jestem zaskoczona zakończeniem. Tak jakby w ogóle dzieło nie należało do mnie. Czasem to nawet fajne!

Z biegiem czasu już coraz mniej pisałam o książkach, które mi wpadły w ręce, a coraz więcej o tych, które w te ręce zostały mi włożone dzięki licznym i fantastycznym współpracom recenzenckim. Wymiana barterowa, kontakt z wydawnictwami, które doceniały moją pracę – to było coś co zawsze dodawało mi skrzydeł.
2014 rok – tu skrzydła urosły mi jeszcze bardziej, ale w innej dziedzinie. Na blogu pojawiły się współprace i recenzje gier planszowych. Multum gier, godziny grania, zdjęciowania, pisania. Zdarzały się patronaty nad tytułami. Generalnie ogrom świetnie spędzonego czasu, ale też treści, które przypadły Wam do gustu. Wtedy też pojawiło się sporo pytań od Was w stylu: „ej, jaką grę kupić dla XYX” itd.

2016 rok – tu zaczęłam przygodę escape roomową. W międzyczasie zdarzało mi się wpaść do jakiegoś domu strachów. Chętnie relacjonowałam te doświadczenia. Oczywiście bez spoilerów! W tej dziedzinie też zdarzały się współprace. Chętnie dzieliłam się spostrzeżeniami i mówiłam o nich mistrzyniom i mistrzom gry, a także osobom założycielskim, by pomóc ulepszać pokoje.

2016 rok to także moment gdy po raz pierwszy wzięłam udział w biegu zorganizowanym. Atmosfera wydarzenia mnie tak wchłonęła, że niebawem biegów było coraz więcej, na niektóre byłam zapraszana barterowo by je promować. Relacji z biegów było coraz więcej. Rozkręciłam się w tym nieźle, bo już w…
2017 roku zostałam Ambasadorką Biegu Arasmusa co też okazało się wspaniałą przygodą!

Później, w tym samym roku poznałam niezwykłą zabawę jaką jest Geocaching. Przy okazji wkręciłam w to sporo nowych osób. I choć treści w tym temacie nie było zbyt wiele, to ja coraz częściej udawałam się na jakieś keszowe wyprawy po to by szukać skrytek ukrytych po całym kraju. (Poza krajem oczywiście też są, bo to zabawa ogólnoświatowa, ale ja skupiłam się na tych rodzimych, aby dodatkowo zdobywać odznaki PTTK).
2019 rok był momentem spadkowym jeśli chodzi o moją aktywność. Główną przyczyną była depresja.
2020 rok pandemia. Paradoksalnie zamknięcie w domu wszystkich, było dla mnie dobre, bo nie tylko ja czułam się zamknięta. Wtedy też stanęłam na nogi i odżyłam.
2021 rok – długo na te nogi nie udało mi się postać, bo wypadek kończący się naderwaniem więzadeł znów mnie usadził. Kule, zastrzyki, rehabilitacja, ograniczenie ruchowe i zależność od innych, to wszystko poskutkowało nawrotem depresji. Ale była też pozytywna strona, bowiem czas rehabilitacji wykluczył z „mojej diety” alkohol, który i tak pojawiał się już sporadycznie. No i tak mi zostało. Do tego stopnia, że czasem wchodząc do sklepu, widząc jakiś fajny napój, zaciekawiając się nim, nagle łapię się na tym, że zawiera on alkohol i odstawiam go na półkę. Naprawdę na co dzień zapominam o tym, że ludzie dalej piją truciznę i to z własnej woli!

I w tym momencie pojawił mi się popowrotowy dylemat. Otóż dawniej na blogu były też treści z przepisami, z informacjami o lokalach, relacjami/recenzjami restauracji. Zmiana pt. nie piję alkoholu i ta, że od 3 lat nie jem mięsa (ryby i owoce morza zostały) sprawiła, że część treści jakie tu były, są totalnie nieaktualne. Przecież były tu nawet przepisy na szynki, gdy miałam fazę na robienie ich w szynkowarze! Zastanawiałam się: usunąć czy zostawić?
Podjęłam decyzję, że wszystko zostaje. Bowiem jeśli chodzi o recenzje innych rzeczy/wydarzeń czy nawet postrzeganie świata, pewnie więcej rzeczy jest już nieaktualne. Nie tylko treści, ale i osoby się zdezaktualizowały, niektórych już nie ma w moim życiu lub są w innym zakresie.
W ostatnich latach skończyłam już nie tylko z mięsem i alkoholem, ale też zakończyłam 18. letni związek i kilka przyjaźni. Zmieniło się też moje podejście do siebie, życia, ludzi. Uległ zmianom mój sposób wypowiedzi, słów których używam. Staram się wypowiadać w sposób bardziej inkluzywny, choć nie zawsze mi to wychodzi. Zatem jeśli chciałabym, żeby w tej przestrzeni wszystko było aktualne, to musiałabym wyrzucić ogrom wpisów, a już na pewno je przeczytać, ogarnąć, pozmieniać. Nie będę tego robić.
I powodem nie jest tylko to, że mi się nie chce. To jest nadal jakaś część mnie, kawałek mojej historii. Są rzeczy, osoby, sytuacje, które mnie ukształtowały i doprowadziły do tego momentu w jakim jestem. Ale o tym jaki to moment i co będzie tu dalej, napiszę następnym razem.